"Sakrament
nawrócenia"
Zawsze
gdy przystępujesz ze szczerą skruchą do sakramentu pokuty - który
można nazwać sakramentem nawrócenia - twoja wiara ma wielką
szansę wzrostu. Sakrament pokuty często nie spełnia właściwej
roli w naszym życiu z powodu rutyny, spowszednienia, braku przygotowania i
dyspozycji. Za mało pamiętasz, że szczególnym kanałem
łaski dla ciebie i szczególnym czasem twojego spotkania z Chrystusem jest
nie tylko Eucharystia, ale również sakrament pokuty. Może też za
mało pamiętasz o modlitwie za swojego spowiednika czy kierownika
duchowego, by i on stawał się dla ciebie coraz doskonalszym Bożym
narzędziem i pomocnikiem w procesie twojego nawrócenia.
Rachunek
sumienia
powinien być spojrzeniem w głąb samego siebie i zobaczeniem, na
co twoje życie jest ukierunkowane, co jest dla ciebie najwyższą
wartością i kim jest dla ciebie
Jezus Chrystus. - I z tego trzeba się przede wszystkim spowiadać.
Kim jest dla ciebie Jezus Chrystus? Jaki jest twój wybór zasadniczy? Czy
naprawdę wybrałeś Go do końca? Od tego trzeba by zaczynać
wyznawanie grzechów, bo to jest najważniejsze. Jeżeli nie wybrałeś
Chrystusa, to inne grzechy są skutkiem i wynikiem tej twojej podstawowej
winy.
Grzechy
mogą być różnego rodzaju. Są grzechy popełniane i
grzechy zaniedbania. I właśnie te ostatnie są zwykle najgorsze.
To wśród nich pojawia się ten, że ty opuszczasz Chrystusa, zostawiasz Go, dajesz Mu tylko jakiś mały
kącik w swoim sercu. I to jest największe twoje zło, właśnie
ten kompromis i brak radykalizmu, to że Chrystus ciągle nie jest dla
ciebie najwyższą wartością, że nie jest wszystkim,
że twoja wiara jest ciągle letnia.
Spośród
pięciu warunków sakramentu pokuty najważniejszy jest akt
żalu. Jak spędzasz czas przed spowiedzią? To właśnie
żal powinien być twoim bezpośrednim przygotowaniem na spotkanie z
Chrystusem, bo on może najlepiej otworzyć cię na ten kanał
łaski, jakim jest sakrament nawrócenia. Może nie cenisz sobie
dostatecznie tego czasu przed przystąpieniem do sakramentu pokuty - a jest
to czas bezcenny. Czas ten powinieneś poświęcić przede
wszystkim na wzbudzenie skruchy. Skrucha to
twoja postawa w obliczu krzyża, to odczucie, że grzechem zraniłeś
Chrystusa, to także chęć przeproszenia Boga i naprawienia zła.
Twoja skrucha powinna stawać się coraz głębsza, bo od tego
zależy owocność sakramentu pokuty. Nie możesz się nawrócić, dopóki nie będziesz tak
naprawdę i do końca skruszony.
Istnieją
jakby dwa typy religijności: jeden z nich można by nazwać
"egocentrycznym", a drugi - "teocentrycznym". W pierwszym
wypadku człowiek koncentruje swoją uwagę na sobie. Nie bierze pod
uwagę Boga, a jedynie własną sytuację. Do spowiedzi idzie z
tą myślą, żeby się oczyścić, bo jest mu ciężko
ze swym grzechem, i żeby być w porządku przed Bogiem. Dla takiego
człowieka spowiedź może stać się swoistą
"aspiryną" na ból sumienia, pigułką, która ma go
uspokoić i przywrócić mu dobre samopoczucie. Jest tu więc ciągłe
skoncentrowanie na sobie. Taki człowiek, gdy uzyskuje rozgrzeszenie,
odchodzi od konfesjonału może niezupełnie smutny, ale i nie
radosny, bo wciąż jeszcze skoncentrowany na złu, które dopiero
co zrzucił.
Kiedy
patrzymy na Judasza, możemy odkryć w jego zachowaniu po zdradzie
Jezusa wiele elementów spowiedzi. Jest rachunek sumienia, bo Judasz zastanawia
się nad tym, co zrobił i uświadamia sobie własne zło.
Występuje również żal - Judasz naprawdę żałuje.
Chce nawet zmienić się, a więc jest postanowienie poprawy. Jest
też wyznanie grzechu, kiedy Judasz idzie do kapłanów i wyznaje:
"Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną" (Mt
27, 4). Jest nawet zadośćuczynienie, bo rzuca on kapłanom te 30
srebrników, które od nich otrzymał. Nie chce zapłaty krwi. Właściwie
w zachowaniu i postawie Judasza dostrzec można prawie wszystko, co ma
miejsce w przypadku spowiedzi, zabrakło tylko jednej, najważniejszej
rzeczy - wiary w miłosierdzie Jezusa
(zob.
L. Evely, Le chemin de joie,
116). To dlatego
"spowiedź" Judasza jest taka smutna, tragiczna, zakończona
rozpaczą i samobójstwem.
Nasza
spowiedź winna być spowiedzią na miarę Piotra, który
uwierzył w miłosierdzie Chrystusa i skoncentrował się nie
tyle na swoim grzechu, ile na przebaczeniu. Człowiek o religijności
"teocentrycznej" nie tyle patrzy na własne grzechy, co raczej
grzech bierze za punkt wyjścia, by przez wiarę odkryć miłosierdzie
Boga. Przystępując do konfesjonału, myśli on przede
wszystkim o tym, że zranił Chrystusa i chce odnowić zranioną
przez siebie przyjaźń. Chce przez skruchę i żal pozwolić
Jezusowi na przebaczenie i przez to przynieść Mu radość.
Ukrzyżowaliście Chrystusa - powie święty Proboszcz z Ars -
ale kiedy idziecie się spowiadać, idziecie uwolnić Pana naszego z
krzyża.
Jeżeli
zraniłeś Chrystusa, to Jego rany krwawią. Powinieneś więc
przychodzić do sakramentu pokuty, aby te rany mogły się goić.
Powinieneś przychodzić ze względu
na Niego; nie po to, żeby się
uspokoić, ale żeby wywołać Jego radość z kształtowania
w tobie przez łaski sakramentu nowego, odrodzonego człowieka.
Niektórzy
zarzucają sobie, że po spowiedzi nie poprawiają się. Może
i ty sądzisz, że spowiedź jest po to, abyś był lepszy i
jeżeli nie stajesz się lepszy, to uważasz, że twoje
spowiedzi nie mają sensu; może uważasz, że jeżeli masz
być lepszy i nie poprawiasz się, to lepiej, żebyś nie
przychodził do spowiedzi, bo nie ma postępu. Tymczasem, kiedy tak
bardzo chcesz być lepszy, kiedy tak bardzo zależy ci na postępie,
to okazuje się, że chcesz nie tyle Boga, nie tyle Jego miłosierdzia,
ile raczej własnej doskonałości, i to są braki twojej wiary.
Idziesz do spowiedzi po to, aby później być już tak dobrym, by
nie potrzebować Boga, który jest miłosierdziem. Idziesz do Boga po
przebaczenie, aby potem już nigdy Jego przebaczenia nie potrzebować,
byś mógł obchodzić się bez Niego, choć On ciągle
chce ci przebaczać, przebaczać z radością.
Jak
mało wierzymy w to Boże pragnienie nieustannego przebaczania. Ciągle
wśród odchodzących od konfesjonału tak mało twarzy
radosnych. - A przecież po spowiedzi świat powinien być dla
ciebie inny, jaśniejszy, prześwietlony wiarą w miłosierdzie
Pana.
W
Ewangelii wszystkie "spowiedzi" kończą się ucztą:
Pan przychodzi w gościnę do Zacheusza i celnik Mateusz, przyszły
ewangelista, zaprasza na ucztę Chrystusa, prosząc na nią jednocześnie
innych celników i grzeszników, by wszyscy radowali się, że on
otrzymał przebaczenie. Ucztę przygotował również ojciec
syna marnotrawnego (zob.
L. Evely, Le chemin de joie,
112).
Ewangelia stale łączy przebaczenie z
elementem radości.
O
nawróceniu decyduje skrucha.
W sakramencie pokuty spotykamy Chrystusa, który chce nam przebaczyć i
leczyć rany naszego grzechu, ale jeżeli nie pokazujesz Jezusowi swoich
ran, to On nie może ich uleczyć.
Jeżeli
twoja skrucha nie będzie miała granic, to nie będzie też miało
granic miłosierdzie Pana.
Pomyśl, jakie są twoje spowiedzi.
Skrucha
jest aktem pokory.
W pokorze powinieneś nieustannie wzrastać, stąd i skrucha powinna
w tobie wciąż wzrastać. Nigdy nie dość skruchy i nigdy
nie dość żalu. Im bardziej poczujesz się grzeszny i gorszy
od innych, tym więcej zrobisz miejsca dla łaski i dla twojej wiary.
Sakrament
pokuty powinien być sakramentem oczekiwanym. Przecież jest to szczególny
czas naszego spotkania z Chrystusem. - Miłość chce być
oczekiwana, a jeżeli nie jest oczekiwana, doznaje zranienia.