Rozdział
2
"Cnota" humoru w służbie
wiary
Bóg
jest nieskończonym miłosierdziem. Dawidowi przebaczył jego cudzołóstwo
i morderstwo, przebaczył celnikowi, który był zdrajcą i
chciwcem, przebaczył bandycie na krzyżu. Jest jednak coś takiego,
co uniemożliwia Panu Bogu rozlanie swojego miłosierdzia i czego Pan Bóg
nie może w tobie znieść - to twoja niczym nie zachwiana absolutna
powaga, to, że czujesz się kimś ważnym. Wtedy Pan Bóg jakby
rozkłada ręce. Twoje poczucie ważności jest dla Niego czymś
śmiesznym, absurdalnym. "Śmieje się Ten, który mieszka w
niebie" (Ps 2, 4). Gdy popatrzysz
na siebie w świetle wiary,
zobaczysz, że wszystkie twoje
roszczenia do absolutnej powagi i uznania są naprawdę śmieszne.
Poczuciu
własnej ważności przeciwstawia się w dużej mierze
"cnota" humoru. Okazuje się ona bardzo potrzebna do tego, by
wzrastała w nas wiara jako widzenie świata we właściwym
świetle i we właściwych proporcjach. Humor to widzenie świata
na osi absurdu i niedorzeczności. Mamy patrona humoru - św. Tomasza
More. Na ten temat mamy też pokaźną literaturę takich autorów,
jak: G.K. Chesterton, C.S. Lewis, B. Marshal, F. Sheed i inni. Piszą oni o
religijnej wartości komizmu, o humorze jako zabiegu religijnym na usługach
wiary, o "teologii" humoru.