Jansenizm jako zagrożenie dla
wiary
Wielkim
zagrożeniem dla wiary stała się w XVII wieku herezja jansenizmu.
Przez grzech pierworodny - nauczał teolog z Lowanium Cornelius Jansen -
natura ludzka uległa całkowitemu zepsuciu i wydana została na
łup pożądliwości. Bóg udziela swej łaski tylko
wybranym, a innych przeznacza na wieczne potępienie. Ten pesymistyczny pogląd
na naturę ludzką łączono z twierdzeniem, że Chrystus
umarł nie za wszystkich ludzi bez wyjątku, a jedynie za wybranych.
Jansenizm
stawiał rygory nie do pokonania, między innymi w stosunku do Komunii
św. Do jej przyjęcia potrzebna była dyspozycja, której przeciętny
chrześcijanin zwykle nie posiadał. Wymagana była całkowita
wolność nawet od grzechów powszednich i absolutnie czysta miłość
Boga. Komunia św. stawała się zapłatą za cnotę, a
nie pokarmem umacniającym wiarę i miłość. W opanowanych
przez jansenizm kościołach powiało smutkiem, grozą, przerażeniem.
Człowiek zaczął bać się Boga. Do Eucharystii tylko
niekiedy odważał się przystępować.
Ośrodkiem
jansenizmu stało się cysterskie opactwo w Port-Royal. O tym, jaki
panował tam duch, może świadczyć ułożony przez
jedną z tamtejszych sióstr "Różaniec do Najświętszego
Sakramentu", w którym podkreślano wszystko to, co oddziela Boga od człowieka.
Bóg był przedstawiany nie jako miłosierny i kochający Ojciec,
ale jako absolutny, niedostępny, surowy i bezwzględny Pan. W myśl
poglądów jansenistycznych chrześcijanin to pokutnik za grzechy, nie
może więc pozwalać sobie na radość. W jego życiu
winien dominować smutek wynikający z pamięci na własne
grzechy. Przełożona pensjonatu dla dziewcząt w Port-Royal,
rodzona siostra Blaise Pascala, w regulaminie przeznaczonym dla swych wychowanek
zakazywała śmiechu; źle widziany był nawet uśmiech.
Jansenizm
został kilkakrotnie potępiony przez Stolicę Apostolską, ale
jego skutki odczuwała jeszcze św. Teresa z Lisieux, która musiała
specjalnie prosić przełożoną o możliwość częstszego
przyjmowania Komunii św. Skutkiem jansenizmu jest też tak często
występujący również w życiu współczesnych chrześcijan
lęk przed Bogiem, widzenie w Nim jedynie sprawiedliwego Sędziego. A
przecież wiara chrześcijańska najpełniej wyraża się
w radości z odkrycia osobowej miłości Boga, na której można
się oprzeć i której można się powierzyć. Tak przeżywana
wiara usuwa postawę dramatycznego fatalizmu również wobec własnego
zła, które nasz żal może przemienić w "szczęśliwą
winę". Płynąca z wiary radość chrześcijańska
jest jakby promieniowaniem miłości Bożej. To wiara każe ci uśmiechać
się do Boga, radować Jego miłością, a na siebie,
traktowanego zbyt poważnie, patrzeć z pewnym dystansem, w perspektywie
humoru. "Cnota" humoru pozwoli ci zwalczyć truciznę smutku,
którą szatan usiłuje wsączyć do twojej duszy, a usuwając
troskę o siebie, umożliwi ci życie płynącą z wiary
radością.