Umiłować Kościół

 Przez bierzmowanie jeszcze ściślej wiążesz się z Kościołem. Przyjmując ten sakrament, nawiązujesz ścisłą duchową więź z udzielającym ci go biskupem, który jako szafarz sakramentu bierzmowania uczestniczy w nadprzyrodzonym macierzyństwie Kościoła. On, stając się dla ciebie szczególnym kanałem łaski i darów Ducha Świętego, "rodzi cię" do pełni życia chrześcijańskiego. Teksty liturgiczne mówią o duchowym znamieniu, jakie zostaje wyciśnięte na duszy bierzmowanego, wyrażającym ścisłą i doskonałą więź z Chrystusem i z Kościołem. Wejście bierzmowanego w duchową więź z biskupem zobowiązuje do umiłowania Kościoła. Powinieneś tak umiłować Kościół jak Chrystus, który "wydał za niego samego siebie" (Ef 5, 25). Umiłować jak Chrystus, to umiłować aż do oddania życia.

Kościół jest naszą Matką. Na skutek powszechnej sekularyzacji brak nam nadprzyrodzonej wizji Kościoła. W Credo wyznajemy: "Wierzę w Kościół powszechny". W sensie postawy wyznanie to oznacza: oddaję ufnie siebie Kościołowi, tak jakbym oddawał się osobie Chrystusa. Powierzając bowiem siebie Kościołowi, powierzasz się Chrystusowi. Zdając się na Kościół, zdajesz się na Chrystusa, bo Kościół to Jego Mistyczne Ciało.

Henri Daniel-Rops w książce pt. "Nokturny" (s. 91-97) pisze o znajdującej się w muzeum Bardo w Tunisie pewnej mozaice z IV wieku po Chrystusie, której żaden chrześcijanin nie może oglądać bez wzruszenia. Nieudolnie, jakby odtwarzając w rysunku jakieś graffiti z antycznych kamieni, przedstawia ona przedsionek i kolumnadę jednej z bazylik, pod którymi widnieje krótki napis, podnoszący ten skromny obrazek do godności symbolu - dwa pełne treści słowa: Ecclesia Mater - Matka Kościół.

IV wiek to okres wielkich walk, okres nawrotów pogaństwa i prześladowania Juliana Apostaty. Nie było wtedy rzeczą łatwą i bezpieczną opowiadać się za Chrystusem. W całym cesarstwie wzrastał stale niepokój, szerzyła się polityczna anarchia i zamęt religijny. W tej atmosferze stałego zagrożenia i niebezpieczeństw, w świecie, w którym nie zaschła jeszcze na piasku amfiteatrów krew męczenników, ktoś wyrył, zapewne w atmosferze kojącej modlitwy, te dwa pocieszające słowa - Matka Kościół.

Czyż potrzeba wiele wyobraźni - kontynuuje Daniel-Rops - by zrozumieć te słowa tak, jak rozumiał je ten odległy nasz brat w Chrystusie, który nakreślił je za pomocą kamyczków w wilgotnym cemencie? Otaczający go świat był niepewny, a dzieje pozostawały okryte mrokiem. Istniało jednak miejsce, w którym nawet niebezpieczeństwo miało sens i gdzie wszystko podporządkowywało się wielkiej nadziei. Miejsce, gdzie ludzkie braterstwo przezwyciężało klasowe czy rasowe podziały, gdzie miłość była silniejsza od śmierci. Tym miejscem uprzywilejowanym, którego kolumny i mury bazyliki były tylko widzialnym obrazem, tym miejscem, o którym Apostoł powiedział, że będzie na wieki domem Boga Żywego, był Kościół, nasza Matka - Ecclesia Mater. Minęło wiele wieków i wiele epok, a Kościół pozostaje dla nas wciąż tym samym, czym był dla wiernych tamtego bohaterskiego wieku - pozostaje Matką.

Słowo syn Kościoła, którym określa siebie chrześcijanin, wyraża przynależność innego rodzaju niż ta, jaką nadają ludzkie partie i stowarzyszenia, odmienną od solidaryzowania się z różnymi filozofiami czy ich systemami. I nawet to imię, nadawane przez nas temu, który w naszych oczach streszcza i uosabia Kościół - Ojciec ("papa" = ojciec = "papież") - czyż nie jest echem tych samych uczuć przywiązania i całkowitej ufności, jaką wyrażał ten afrykański napis sprzed przeszło szesnastu wieków - Matka Kościół. Jego rola staje się bardziej widoczna w godzinach niepokoju i zagrożenia. Mówiono o nim, że już kona, że wraz ze starymi strzępami przeszłości został odłożony do "lamusa", a on wciąż trwa na swoim miejscu, jak miasto położone na górze, widoczne dla wszystkich. Gdy w chwilach zagrożeń wołamy o ratunek, Kościół, Matka nasza, jest zawsze w pobliżu - nieskończenie cierpliwy i miłosierny, zawsze przyjmujący z radością marnotrawnego syna, otwierający swe ramiona dla każdej zabłąkanej owcy.

Kościół wie, że w żadnym ludzkim sercu nie ma zdrady tak całkowitej, żeby nie było już miejsca na przebaczenie. Dlatego z niewysłowioną litością patrzy na tych, którzy od lat udawali, że go nie znają, i szepcze: Cóż znaczy, że tak daleko odeszliście ode mnie, skoro ja przy was byłem. Dziś też Kościół z głębi swego macierzyńskiego serca ofiaruje ludziom XX wieku to, czym był dla taMtych z IV. W obliczu wielkich historycznych burz, w świecie nękanym tak często barbarzyństwem, który nie wie już, co za sens ma ludzkie życie, w świecie wątpiącym we wszystko i w samego siebie, on jeden robi wrażenie, że dobrze wie, dokąd idzie i niezależnie od przypisywanych mu zamiarów znaczenia w życiu społecznym czy politycznym ukazuje niewzruszone prawdy. Światu nękanemu przez gwałt, w którym człowiek wydaje się dostrzegać tylko tragiczny fatalizm własnej woli niszczenia - konkluduje Daniel-Rops - Kościół powtarza prostą i tak potrzebną naukę, powtarza lekcję miłości, jaką sam otrzymał na stokach wzgórz galilejskich, a którą na Kalwarii przypieczętowała Boża Krew - jest ciągle Ecclesia Mater.

Przez bierzmowanie zostałeś bardzo ściśle związany z Kościołem. Czy wzbogacony łaskami bierzmowania umiłowałeś go tak, jak Chrystus go umiłował? Czy interesujesz się jego życiem, czy jest to dla ciebie "twój Kościół"? Twoje pragnienie zjednoczenia z Jezusem sprawi, że będziesz coraz bardziej czuł się synem Kościoła. Szukając Jezusa, odnajdziesz Go w pełni w Jego Mistycznym Ciele; kochając Go, zaczniesz kochać Kościół, który On ukochał aż do końca, aż do oddania życia.