Rodzaje modlitwy
Problem
modlitwy jest problemem centralnym dla każdego chrześcijanina. Na
tyle jesteś chrześcijaninem, na ile potrafisz się modlić.
Modlitwa, a później jej poszczególne etapy, znaczą i określają
twoją bliskość czy też oddalenie od Boga. Etapy twojej drogi
do Boga są określane etapami modlitwy. Na każdym z nich jest inna
forma i inny rodzaj modlitwy - bo modlitwa to wyraz twojej więzi z Bogiem.
W
twoim życiu może pojawić się etap modlitwy suchej, ogołoconej
z uczuć. Wtedy trudno jest się modlić. Może więc zrodzić
się pokusa rezygnacji; myśl, że taka modlitwa nie ma sensu.
Tymczasem to właśnie wtedy twoja modlitwa może mieć szczególną
wartość. Zaczniesz ją bowiem podejmować coraz bardziej już
tylko dla Boga.
Bardzo
wymowna jest opowiedziana przez jednego ze świętych przypowieść
o królewskim grajku, o ich wzajemnej miłości i dramacie grajka. Bo
dramatem dla muzyka jest tracenie słuchu. A tak się stało z tym
królewskim grajkiem. Zaczął on tracić słuch i wkrótce
przestał słyszeć. Wtedy muzyka przestała go pociągać,
a granie stało się wręcz udręką. Król zaś wciąż
pragnął słuchać jego muzyki. Grajek więc grał
dalej - ale teraz już tylko dla króla.
Kiedy
modląc się odczuwasz obecność Boga, czujesz się dobrze.
Wtedy modlitwa może cię pociągnąć. Ty zaś możesz
być przekonany, że modlisz się tylko do Boga. Jednak pełniejszą
prawdę o swojej modlitwie odkryjesz, gdy podobnie jak muzyk, który utracił
słuch, staniesz się "głuchy" w relacji z Bogiem.
Przekonasz się wtedy, że modląc się dla Boga, modliłeś
się też w jakiejś mierze dla siebie; że twoja modlitwa nie
była w pełni bezinteresowna i czysta.
Kiedy
zaczniesz doświadczać oschłości na modlitwie, nie ulegaj
pokusie rezygnacji. To wtedy bowiem, kiedy nic nie czujesz, modlisz się
tylko dla Króla.
Modlitwy
trzeba się ciągle uczyć. Jest ona wciąż stojącym
przed nami zadaniem. Aktualna forma modlitwy nie może nam wystarczać.
Powinniśmy ciągle iść dalej i stale ją rozwijać. Mówiąc
o modlitwie, najczęściej mamy na myśli modlitwę
słowa. W tej formie modlitwy szczególny ciężar gatunkowy
powinniśmy położyć na akty, w których korzymy się
przed Bogiem, wyrażamy naszą wdzięczność czy prosimy o
świętość. Modląc się modlitwą słowa,
musimy pamiętać, że powinniśmy się modlić o to,
czego oczekuje od nas Bóg. Nie może ona być modlitwą przegadaną.
Pan Jezus wyraźnie przestrzega, żebyśmy nie modlili się jak
poganie, którzy "myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo
będą wysłuchani" (Mt
6, 7).
Wiara
ma decydujący wpływ na intensywność
i treść modlitwy. Jeżeli wiara zmienia naszą mentalność
i każe nam stawiać Boga na pierwszym miejscu, to w miarę jej
rozwoju nasza modlitwa będzie upraszczała się coraz bardziej. Będzie
coraz bardziej poddana działaniu Ducha (zob. Rz 8, 26-27) i coraz bardziej pochłonięta sprawami Królestwa:
"Starajcie się najpierw o Królestwo (Boga) i o Jego sprawiedliwość,
a to wszystko będzie wam dodane" (Mt
6, 33). Słowo "naprzód" jest tu bardzo istotne. Chodzi o to, by
Bóg był postawiony na pierwszym miejscu i byś troskę
o siebie i o rezultaty swojego działania - nie rezygnując z własnych
wysiłków - pozostawił Temu, którego
wolą jest obdarzać cię miłością bez granic. W
swej modlitwie będziesz wówczas realizował wezwanie Jezusa skierowane
do św. Katarzyny ze Sieny: "Ty
myśl o Mnie, a Ja będę myślał o tobie".
Poza
modlitwą słowa, która może mieć formę modlitwy błagalnej,
dziękczynnej czy modlitwy uwielbienia, istnieje pewien prostszy sposób
naszego kontaktu z Bogiem. Pan Bóg chce, żebyśmy nasz sposób modlenia się coraz
bardziej upraszczali. Jeżeli jest postulatem ewangelicznym, żebyśmy
modlili się stale, to nasza modlitwa musi się upraszczać, bo w
sposób trudny nie będziemy w stanie modlić się długo. W
naszym życiu wewnętrznym przychodzi taki czas, że łatwiej
jest nam myśleć o Bogu niż mówić do Niego, i wtedy
przechodzimy do modlitwy prostej i
skupionej na Bogu myśli, którą można nazwać pamięcią
na obecność Bożą. Jest to prostsza forma modlitwy niż
modlitwa słowa. Wymaga ona o wiele mniej wysiłku. Wystarczy, że
myśl swoją skierujesz ku Jezusowi i uświadomisz sobie, że
Ten, który cię kocha, jest przy tobie. Podobnie w ramach przygotowania do
Komunii św. wystarczy, że w godzinach poprzedzających jej przyjęcie
będziesz kierował swoją wolę i pełną miłości
myśl ku Eucharystii. Modlitwa myśli może być wyrazem wiary,
polegającym na tym, że będziesz starał się myśleć
myślami Jezusa czy Maryi. To powinna być myśl pełna pogody i
radości. Przecież "przyczyną naszej radości" jest
Maryja. Stąd nasz optymistyczny - w sensie nadprzyrodzonym - sposób myślenia
jest jakby włączaniem się w myślenie samej Maryi. Modlitwa
myśli jest czymś prostym, choć wymaga czuwania i troski, aby była
ona w naszym życiu zjawiskiem możliwie najczęstszym. Dlatego
staraj się po prostu pamiętać i myśleć o tym, że
Jezus cię kocha, że kocha tych, których ty kochasz i tych, o których
troszczysz się. Taka modlitwa wiary będzie przynosiła ci pokój
wewnętrzny.
Pan
Bóg może chcieć uprościć naszą modlitwę jeszcze
bardziej. Może chcieć, żebyśmy w ogóle zamilkli. Tak
bowiem, jak modlimy się słowami czy myślą, tak możemy również
modlić się milczeniem. Nie każdy jednak aprobuje taką formę modlitwy. Wielu
ma wątpliwości, czy nie jest to czas zmarnowany, ponieważ w tym
przypadku po prostu nic się nie dzieje. Jednak takie milczące trwanie,
czy to przed Najświętszym Sakramentem, czy w obecności Matki Bożej,
jest dość zaawansowaną formą modlitwy. Karol de Foucauld
napisał, że "modlić się to patrzeć na Jezusa miłując
Go". Ta forma modlitwy może przybrać formę tak zwanej modlitwy
prostoty albo prostego wejrzenia.
Jeżeli jesteś z kimś i musisz tego kogoś zabawiać słowami,
to znaczy, że jest on dla ciebie w mniejszym czy większym stopniu kimś
obcym. Wobec osoby bliskiej możesz zachować milczenie i ono nie będzie
krępujące. To właśnie tak wymowne w swej prostocie milczenie
jest kryterium bliskości dwóch osób. Jezus chce, żebyśmy i
przed Nim umieli się tak wyciszyć, byśmy po prostu patrzyli na
Niego i trwali przed Nim bez zbędnych już słów.
Może
być i tak, że również modlitwa milczenia stanie się dla nas
za trudna. Wtedy może pojawić się jeszcze inna forma modlitwy - modlitwa
gestu. Przecież można modlić
się na przykład uśmiechem, nawet gdyby to w pierwszej chwili wydawało się nam
dziwne. Bóg przecież naprawdę chce, żeby nasz kontakt z Nim był
bardzo prosty, by to był kontakt dziecka z Ojcem, dziecka z Matką. Jeżeli
się kogoś kocha, to uśmiechem można doskonale nawiązać
kontakt z drugim człowiekiem, można mu tyle powiedzieć. Dlaczego
więc nie mielibyśmy się uśmiechać do Boga i do Maryi?
Jest to modlitwa gestu. Uśmiech jest gestem symbolicznym, w którym wyrażamy
komuś naszą bliskość, wdzięczność, miłość,
radość. Jest to forma symbolu, w którym można bardzo wiele
zawrzeć, tak że każdy uśmiech może za każdym razem
znaczyć coś innego. Nie musisz więc wysilać się, żeby
wszystko wyrażać słowami. Bóg wie, że się do Niego uśmiechasz
i wie, dlaczego to robisz. Twój uśmiech wobec Boga i płynąca z
wiary radość są par
excellence modlitwą.
Święta
Teresa z Lisieux ukazuje nam jeszcze inną, wzruszającą postać
modlitwy gestu symbolicznego. Około dwa tygodnie przed śmiercią,
gdy była już bardzo ciężko chora, ofiarowano jej piękną
różę z klasztornego dziedzińca. Zaczęła obrywać ją
z płatków i obsypywać nimi swój zakonny krucyfiks z wielką pobożnością
i miłością. Następnie każdym płatkiem ocierała
rany przebitych dłoni i stóp Jezusa. Tym symbolicznym gestem - jak wyznała
- pragnęła zmniejszać ból Ukrzyżowanego Pana, osuszać
Jego łzy (zob. Żółty
zeszyt, 14 IX 1897). Innym razem - relacjonuje Celina - "ujrzawszy,
że końcami palców dotyka delikatnie korony cierniowej i gwoździ
Jezusa, spytałam: «Co ty robisz?» Wtedy z twarzą zdumioną,
że mnie to dziwi, odparła: «Wyjmuję gwoździe i zdejmuję
Jego cierniową koronę!»" (Pisma,
t. II, 295). Takiego gestu nie można niczym zastąpić. Modlitwa ta
wyrażała jej pragnienie, by ulżyć Jezusowi ukrzyżowanemu.
Była wyrazem szczególnej miłości ku Temu, który był ukrzyżowanym
przez grzechy Oblubieńcem jej duszy.
Św.
Leopold Mandiă z Padwy, wielki spowiednik naszych czasów, który spędzał
codziennie wiele godzin w konfesjonale, modlił się gestem
pustych dłoni. Kiedy spowiadał, trzymał ręce przed sobą
na kolanach, chcąc jakby w ten sposób powiedzieć Jezusowi:
"Widzisz Panie, nie jestem w stanie pomóc temu, który koło mnie klęczy.
Ja mu nic nie mogę dać. Napełnij te ręce swoją łaską".
Gdyby chciał ciągle to Jezusowi powtarzać, to ustałby z wysiłku,
zresztą w przypadku słuchania spowiedzi nie byłoby to możliwe.
Ty też możesz w różnych sytuacjach modlić się taką
postawą ubogiego w duchu, trzymać ręce w taki sposób, ze świadomością,
że jest to ciągle gest prośby, aby Jezus te puste ręce napełnił
swoimi łaskami i żeby uczynił ciebie narzędziem swojego działania.