Pozwolić,
by Chrystus w nas kochał
Specyfiką
miłości chrześcijańskiej jest chrystocentryzm w podwójnym
znaczeniu tego słowa. Po pierwsze, Chrystus jest najwyższym i jedynym
wzorem miłości. Masz kochać
tak jak On: "Przykazanie nowe daję wam, abyście się
wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem" (J
13, 34). Jednak żebyś mógł kochać jak Chrystus, musisz
przez wiarę odkrywać Jego Oblicze, ukazywane w Słowie objawionym.
Nie wystarczy teoretyczne poznawanie postaci Chrystusa. Dopiero bowiem wraz ze
wzrostem wiary będzie wzrastała w tobie miłość, będzie
wzrastała egzystencjalna więź z osobowym ideałem miłości,
jakim jest Jezus Chrystus. Przez wiarę, która pozwala ci wsłuchiwać
się w objawione Słowo i przylgnąć do osoby Chrystusa,
poznasz Tego, który jest wzorem miłości i zapragniesz kochać
tak, jak On umiłował - a On umiłował do końca. Przez
wiarę będziesz przyswajał sobie Jego myśli i pragnienia, będziesz
myślał jak On, pragnął jak On, kochał jak On.
Po drugie,
miłość chrześcijańska
jest miłością Chrystusa w nas. On jest naszą Drogą,
Prawdą i Życiem. Jest tym, który myśli, modli się, żyje
w nas i kocha w nas swoją miłością. Od stopnia wiary,
pozwalającej ci uczestniczyć w życiu Boga, zależy stopień
twojej miłości. Naśladowanie Chrystusa jest nie tyle zewnętrznym
wzorowaniem się na Jego czynach, ile przylgnięciem do Niego przez wiarę,
tak by Jego wola stawała się naszą wolą, a Jego życie w
nas mogło nieustannie wyrażać się w sposobie naszego życia.
Powierzyć się Chrystusowi przez wiarę to przyjmować zstępującą
na nas Jego miłość, to pozwolić, żeby On nas kochał,
pozwolić, by w nas i przez nas mógł kochać innych swoją miłością.
Wiara pozwala przylgnąć do Chrystusa, powierzyć i oddać się
Jemu tak, że staje się ona wtedy jakby jedno z ufnością i miłością.
Przenikająca całość chrześcijańskiej egzystencji
wiara zawiera bowiem w sobie nadzieję i miłość jako dwie
formy swej realizacji.
Kochać
kogoś, do kogo czujemy niechęć, nie jest czymś łatwym.
Dlatego musimy otworzyć się na Chrystusa i wobec przygniatającej
fali uczuć negatywnych poczuć się bezradnym dzieckiem. Musi
pojawić się w nas postawa dziecka, bezradnego w obliczu spraw związanych
z Bogiem i z ludźmi, z otoczeniem i środowiskiem. Dopiero bowiem taka
postawa, postawa ufnej wiary, że Jezus przyjdzie i sam będzie w nas
kochał, również tych, których my nie darzymy sympatią, umożliwi
nam przejście do miłości agape.
Ostatecznie przecież w sytuacji, gdy narastają w nas uczucia negatywne
albo przynajmniej zanikają uczucia pozytywne, tylko Chrystus potrafi w nas
kochać. Nasza wola powinna stawać się dzięki Niemu wolna
wobec uczuć, a przynajmniej powinna dążyć do takiej wolności.
Jego obecność w nas przynosi nam nawrócenie, uwalnia, obdarza łaską,
a tym samym i wolnością. Ta obecność urzeczywistnia się
jednak na tyle, na ile istnieje w nas pokora, na ile jesteśmy mali i
bezradni przed Bogiem, bo dopiero tacy potrafimy przyjmować przez wiarę
miłość Jezusa. W tym sensie pojawiająca się w naszym
życiu trudność w relacjach z ludźmi jest szansą
otwarcia się nas na łaskę, na miłość Jezusa, który
widząc, jak jesteśmy bezradni wobec naszych uczuć - a jednocześnie
oczekujący wszystkiego od Niego - zstępuje do nas jako Boska agape.
Chrystus
zstępujący do twojego serca chce kochać, chce udzielać się
innym i pragnąć ich dobra, chce kochać coraz więcej i pragnąć
jak największego dobra dla innych, co w świetle wiary oznacza pragnąć
ich świętości. Jeżeli kochasz kogoś, troszcząc się
jedynie o jego sprawy materialne, doczesne, to musisz uświadomić
sobie, że właściwie zabrakło ci autentycznej miłości.
Nie wystarczy troska o sprawy życia doczesnego, o wykształcenie,
zdrowie, byt materialny. Kochać w pełni
możesz tylko wtedy, kiedy sam zapragniesz świętości i kiedy
zapragniesz zaszczepiać to pragnienie innym.