Nie można kochać człowieka, nie kochając Boga

  Z tej prawdy, że to Chrystus kocha w nas drugiego człowieka, wynika, że nie można kochać człowieka, nie kochając Boga. Przecież sam nie potrafisz kochać. To Chrystus w tobie kocha. Kochając Chrystusa i otwierając się na Niego, otwierając się na zstępowanie ku tobie tej Boskiej agape, pozwalasz Mu kochać siebie, a przez siebie innych. Twoje otwieranie się na to zstępowanie Chrystusa ku tobie, czy to w sakramentach świętych, czy w modlitwie, pozwala ci kochać innych. Na ile przyjmujesz Chrystusa, na ile pozwalasz Mu ogarnąć się sobą, na tyle możesz Go udzielać innym. Kochać drugiego człowieka to udzielać mu Chrystusa. Nie można udzielać tego, czego się nie ma. Im bardziej kochasz Boga i przyjmujesz Go w tej miłości, pozwalając Mu w sobie żyć i działać, tym bardziej jesteś zdolny miłować innych.

Kochać znaczy udzielać się, udzielać dobra innym. Nie wystarczy jednak udzielać jedynie dóbr materialnych. W świetle wiary ważniejsze są dobra duchowe. Jeżeli ich nie udzielasz swoim bliskim, ma wówczas miejsce swoista "kradzież" duchowa, swoista duchowa "krzywda". Przecież oni mają prawo do tych dóbr. Twoje otoczenie ma prawo do tego, byś wzrastając w łasce uświęcającej i w dążeniu do świętości stawał się dla nich czystym kanałem łaski. Twój wzrost w świętości staje się w świetle wiary najcenniejszym darem dla twoich bliskich. Musisz zakwestionować swoją miłość, musisz stanąć w prawdzie i zapytać, czy naprawdę kochasz. Jesteś z pewnością święcie przekonany, że kochasz swoje dziecko, bo nie tylko troszczysz się o sprawy doczesne, ale również modlisz się za nie. Ale przecież wartość i skuteczność twojej modlitwy zależy nie od uczuć, a od stopnia łaski uświęcającej, od stopnia twojej wiary i miłości Boga. Jeżeli nie ma w tobie życia wewnętrznego, jeżeli nie ma w tobie wzrostu wiary i miłości Bożej, stajesz się dla swego otoczenia "złodziejem" w sensie duchowym.

Matka, która jest "letnią" chrześcijanką i nie przylgnęła przez wiarę do Chrystusa, powinna uświadomić sobie, że przez to, iż nie ukochała Chrystusa, nie ukochała też w pełni swojego dziecka. Przez to, że nie przyjmuje Komunii św., pozbawia szczególnych łask również swoje dziecko, które jest dla niej skarbem. Nieświadomie okrada je z tych łask, które spływałyby na nie dzięki jej Komuniom św. Każde bowiem uczestnictwo w Eucharystii, przystąpienie do sakramentu pokuty, przyjęcie innych sakramentów i każda modlitwa na mocy "systemu naczyń połączonych", czyli naszego ścisłego powiązania w Mistycznym Ciele Chrystusa, jest zawsze jednoczesnym dawaniem dobra innym. Na tyle kochasz męża, syna, córkę, rodziców, osoby bliskie czy dalsze, na ile sam nawracasz się ku Bogu, na ile dążysz do świętości i pozwalasz, byś już nie ty żył, ale by żył w tobie Chrystus. On, który jest jedyną miłością i jedynym dobrem, pragnie miłować nas bezgranicznie i ciągle szuka dusz, na które mógłby rozlewać bezmiar swojej miłości. Nie można kochać człowieka, nie kochając Boga. Tak naprawdę drugiego człowieka kochają tylko święci, ci, którzy w pełni otworzyli się na Chrystusa, w których Chrystus w pełni może żyć i kochać.