Postawa
zawierzenia
Chrystus,
który oczekuje naszego powierzenia się Jemu, sam całym swoim życiem
uczy nas postawy zawierzenia. Przyszedł On do nas jako Dziecko, Niemowlę,
które samo nic nie może, absolutnie nic, i jest całkowicie zdane na
opiekę dorosłych. Jezus więc już w momencie przyjścia
na świat staje się dla nas krańcowo ogołocony. Dlaczego tak
się ogołocił? Próbuj czasem odpowiedzieć sobie na to
pytanie.
-
Czy gdyby Chrystus przyszedł na świat ze swoją potęgą,
gdyby usunął okupację rzymską siłą i siłą
przeprowadził sprawiedliwość społeczną, czy gdyby siłą
usuwał zło, łatwiej byłoby ci się Jemu powierzyć?
- Raczej bałbyś się Go, bo człowiek boi się przemocy,
nawet użytej w imię dobra, prawdziwego czy rzekomego. Jezusa zaś
bezbronnego, przychodzącego do nas w swojej niemocy nie możesz się
bać. Jeżeli jest w tobie coś z lęku przed Bogiem, to
tajemnica Betlejem przypomina ci, że Boga nie wolno się bać. On tak się uniżył,
tak się ogołocił i stał się tak bezbronnym, żeby
tobie było łatwiej przylgnąć do Niego i Jemu się
powierzyć. On przez to okazał swoją miłość posuniętą
aż do szaleństwa. Chrystus ogołocony i ubogi chce iść
przed nami na drodze naszego ogołacania się z ludzkich zabezpieczeń.
Nasze prawdziwe i autentyczne ogołocenie jest dla nas drogą do naśladowania
Jezusa.
Bóg,
chcąc uczynić Abrahama ojcem naszej wiary, musiał go wykorzenić.
Abraham stał się pielgrzymem poruszającym się jakby w ciemności,
bo przecież nie wiedział, dokąd idzie. Zostawiając własny
kraj i swój dom, staje się człowiekiem ogołoconym, takim, który
poza Bogiem nie ma niczego. Musi więc ciągle liczyć na Boga i do
Niego się odwoływać. Wolność od własnego systemu
zabezpieczeń zdobywa się na pustyni, która ogołaca człowieka.
To,
na czym próbujesz się opierać, te różne ludzkie systemy
zabezpieczeń przyjmują w ujęciu ewangelicznym określenie
Mamony. Możesz w nią wierzyć i w niej pokładać nadzieję,
ale to nie ona jest prawdziwym Bogiem. A
przecież to, od czego Bóg chce cię uchronić w twoim życiu,
to ta fałszywa wiara. Dlatego tak bardzo zależy Mu na tym, byś
odrzucił boga fałszywego. Bogiem staje się wszystko, w czym pokładamy
nadzieję. Jeżeli pokładasz swoją nadzieję w bogu fałszywym,
to twoja nadzieja jest bezsensowna. Ktoś, kto ma fałszywego boga, nie
ma wiary albo jego wiara jest bardzo słaba, znikoma. Jeśli jest w
twoim życiu fałszywy bóg, któremu służysz, na którym się
opierasz, to musisz z konieczności zaznać goryczy i rozczarowania,
ponieważ ten fałszywy pan, któremu powierzasz się i w którym
pokładasz nadzieję, wcześniej czy później musi cię
zawieść. Wtedy też coś w twoim zawierzeniu zawali się.
Chrystus
mówiąc, że nie wolno dwom panom służyć, rozwija swoją
myśl w formie symbolicznych obrazów i poprzez nie uczy, jak mamy ufać,
jak mamy zdobywać to pełne zawierzenie Jemu jako prawdziwemu Panu. W
swym Kazaniu na Górze mówi o liliach polnych. Kwiaty te to czerwone maki,
takie przypominające trochę maki spod Monte Cassino. Palestyńskie
maki i anemony to właśnie lilie polne. Ich specyfiką jest to,
że są zadziwiające w swym pięknie, ale i w swej krótkotrwałości.
Taki kwiat żyje tylko jeden dzień. Zdumiewające jest, że Pan
Bóg stwarza taki jednodniowy kwiat, tak przy tym wspaniały, że - jak
powie Jezus - jest wspanialszy od największej chwały Salomona. Jakże
Bóg troszczy się o niego, uwydatniając w nim cały blask piękna.
Ten kwiat jest własnością Pana, tak jak ty. Mówiąc o
beztroskich ptakach, Jezus apeluje o nasze nawrócenie, o to, byśmy
uwalniali się od ludzkich napięć, niepotrzebnych zmartwień,
zbytnich trosk (zob. Mt 6, 26-34). Mamy być
jak lilie polne i jak ptaki niebieskie, które On, prawdziwy Pan, kocha i o które
sam się troszczy.
Wezwaniem
do takiego pogłębienia naszej wiary, by Bóg stał się naszym
jedynym oparciem, jest prośba Modlitwy Pańskiej: "Chleba naszego
powszedniego daj nam dzisiaj". Odnajdujemy tu wyraźną aluzję
do sytuacji, jaka miała miejsce na pustyni w czasie przejścia narodu
wybranego do Ziemi Obiecanej. Wiadomo, że pustynia stwarza sytuacje trudne.
Dlatego były bunty, było nieposłuszeństwo. Pan jednak zapalił
się zazdrosną miłością, jak mówi Biblia, i zmiłował
się nad swoim szemrzącym, grzesznym ludem - zesłał mu spadającą
codziennie mannę. W okresach pustyni wychodzi z człowieka to, co
osadzone jest w nim bardzo głęboko - egoizm, nieufność, chęć
tworzenia sobie własnych systemów zabezpieczeń. U narodu wybranego
ujawnił się na pustyni brak zawierzenia Bogu mimo cudów, jakie się
działy. Ujawniła się też jego chciwość, wyrażająca
się pragnieniem, by zagarnąć manny jak najwięcej, choć
Mojżesz w imieniu Pana oznajmił: Tylko na dzień
dzisiejszy możecie zbierać mannę. Wielu jednak nie posłuchało
Mojżesza i zbierało jej więcej. Wtedy następował dalszy
ciąg cudu, tylko jakby o innym wymiarze. Otóż cała ta zebrana
reszta, to - więcej, czego nie należało zbierać, co miało
stanowić system zabezpieczeń, następnego dnia okazało się
zgniłe albo zjedzone przez robaki (zob. Wj 16, 14-21). Naród wybrany nie mógł
zabezpieczyć się tak po ludzku, przez gromadzenie zapasów. Bóg
przecież wyprowadził go na pustynię po to, by go ogołocić.
"Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Dzisiaj nam daj - na
dzisiaj, nie na jutro i nie na cały miesiąc. Przecież jesteśmy
twoją własnością. Przecież Ty troszczysz się o
swoją własność. Pan musiał walczyć na pustyni z
ludzkim egoizmem, który sprawiał, że naród wybrany nie chciał
zawierzyć Panu nawet w obliczu cudu. Musiał walczyć o wiarę
swojego ludu.
Dojrzałość
wiary to gotowość oddania Panu wszystkiego, co On nam daje, to całkowite
powierzenie się Jemu.
Do niczego nie powinniśmy się przywiązywać, nawet do darów
duchowych, nawet do Komunii św. Jest tylko jedna rzeczywistość,
do której wolno się nam przywiązać i w przypadku której nie ma
przywłaszczenia - wola Boża. Poza wolą Bożą wszystko
jest darem i środkiem do celu, a nie celem. Jeżeli dar sobie przywłaszczymy,
Bóg albo dokona jego zniszczenia, albo - doświadczając nas
cierpieniem - ukaże nam, że sami z siebie nic nie mamy, że jesteśmy
bezradni i że to On nas wszystkim obdarza.
Niezwykle
wymownym świadectwem wiary św. Leopolda Mandica był gest pustych
dłoni. Te skierowane ku Bogu puste ręce to znak nieprzywłaszczania
sobie żadnych darów, gest niezwykłej wiary, dokonującej cudów w
jego posłudze w konfesjonale. Nasz gest pustych dłoni może być
skierowany do Boga nie tylko w sprawach duchowych, jak to było w wypadku
św. Leopolda Mandica. Gest pustych rąk, wyrażający naszą
postawę oczekiwania wszystkiego od Boga, winien nam towarzyszyć we
wszystkich sprawach naszego życia: w pracy zawodowej, w wychowaniu dzieci,
w oddziaływaniu na innych, w modlitwie. Gest pustych dłoni winien
towarzyszyć również twojemu oczekiwaniu na największy z Bożych
darów, jakim jest On sam, czyli Miłość, która cię ogarnia
i w której jesteś zanurzony.