"Błogosławieni
ubodzy w duchu"
Ten,
kto szuka przede wszystkim królestwa Bożego, a więc szuka świętości,
znajdzie i ją, i wszystko inne, a więc wszystkie duchowe i doczesne
dary potrzebne do życia. "Błogosławieni ubodzy w
duchu", nie przywiązani do niczego, nie mający nic i oczekujący
wszystkiego od Boga. Błogosławieni, ponieważ w ich sercach jest
miejsce dla Pana. Do nich należy królestwo niebieskie, ponieważ oni
mają Boga. To jest ta radosna Ewangelia o ludziach błogosławionych,
których serca są wolne dla Pana.
Na
tyle wierzysz, na ile jesteś ubogi w duchu. Słowo "ubogi" w sensie biblijnym
niekoniecznie oznacza ubóstwo w znaczeniu materialnym. Ubogim w duchu był
na przykład król Dawid, człowiek postawiony na szczycie drabiny społecznej.
Człowiek ubogi duchem to człowiek ogołocony z pewności
siebie, to ktoś, kto wie, że nie może liczyć na siebie, na własne
siły. Taki człowiek ukierunkowany jest na oczekiwanie wszystkiego od
Boga, a nie zakorzenianie się w doczesności.
Jeżeli
czujesz się mocny w sensie naturalnych możliwości, którymi
dysponujesz, twoja wiara nie może rozwinąć się i pogłębić.
To dlatego musisz odczuć swoją słabość, musisz zobaczyć,
że czegoś nie możesz. Będzie to wezwanie do wiary. Twoja słabość,
niemożność i bezradność staną się jakby
szczeliną, przez którą będzie przeciskała się do
twojego serca łaska wiary. Poprzez
nasze zranienia Bóg daje nam łaskę pogłębienia wiary. Charles
Péguy, wielki konwertyta, pisze: "Spotyka się niewiarygodne światła
łaski przenikające do duszy złej, a nawet zepsutej. Widzi się
zbawionym tego, kto wydawał się być straconym, ale nigdy nie
widziano przesiąkniętym tego, co zostało okryte lakierem, aby
przepuszczało to, co jest nieprzemakalne, aby zostało zmiękczone
to, co stwardniało. [] Stąd pochodzą tak liczne braki, które
stwierdzamy w skuteczności łaski, która, podczas gdy odnosi
niespodziewane zwycięstwa nad duszami największych grzeszników, często
pozostaje bez żadnego skutku w stosunku do tzw. porządnych" (Note
conjointe, sur M. Descartes et la philosophie cartesienne - 1er aout 1914).
Jest tak dlatego, że ci "porządni", ci dorośli w sensie
ewangelicznym nie mają żadnych braków, nie są zranieni, są
silni, mocni, samowystarczalni, dorośli. "Ich skóra moralna, stale
nietknięta - stwierdza dalej Peguy - stała się dla nich skorupą
i pancerzem bez skazy. Oni nie przedstawiają tego otwarcia spowodowanego
jakąś straszną raną, jakąś niezapomnianą udręką,
jakimś niepokonanym żalem, jakimś szwem wiecznie źle
zrobionym, jakimś śmiertelnym niepokojem, jakąś ukrytą
goryczą, jakąś ruiną stale maskowaną, jakąś
raną nigdy nie zagojoną. Nie ofiarowują otwarcia się na
łaskę, co jest w swojej istocie grzechem. Ponieważ nie są
zranieni, nie są już podatni na zranienia. Ponieważ nie brakuje
im niczego, nie otrzymują więc nic. Nie mogą otrzymać tego,
co jest wszystkim. Sama miłość
Boga nie leczy tego, który nie ma ran. Właśnie dlatego, że
człowiek leżał na ziemi, Samarytanin go podniósł. [] Otóż,
kto nie upadł - pisze dalej Peguy - nigdy nie powstanie, a kto nie był
oblany potem, nigdy nie będzie otarty". Tak zwani porządni, dorośli
są nieprzenikliwi dla łaski.
Może
i w twoim życiu jest jakaś straszna niegojąca się rana, może
jakaś nie zapomniana udręka, nie pokonany żal czy śmiertelny
niepokój, może jakaś ukryta gorycz, którą tyle rzeczy tego
świata może być zaprawionych, jakieś zawalenie się
czegoś. - Ty wtedy uważasz, że wszystko się już skończyło,
a jest odwrotnie. To wszystko ma być dla ciebie kanałem łaski. Pan
Bóg musi dopuścić tyle zranień, tyle trudnych chwil, abyś
poczuł się słaby i przez to otwarty na łaskę. Gdy
poczujesz się dotknięty bardzo boleśnie, pamiętaj, że
jest to błogosławiony ból, który w twoim pancerzu dorosłości
i porządności robi miejsce dla łaski. To wszystko jest dla ciebie
szansą pogłębienia wiary. Twoja słabość sprawia,
że przez wiarę może zamieszkać w tobie moc Boga. Bóg, zbliżając
się do ciebie, musi uczynić cię słabszym, abyś Go
potrzebował, byś wierząc i coraz bardziej Mu ufając w Nim
szukał oparcia. Musi cię uniżyć, bo jesteś za duży,
a zranienie uniża. Stąd każde zranienie przynosi ci szansę,
że będziesz stawał się coraz bardziej ewangelicznym
dzieckiem. Nieraz trzeba aż tylu zranień, aby stać się
dzieckiem, by kroczyć "małą drogą".