Posiew nieufności
Kiedy
analizujemy mechanizm powstawania zła w człowieku, zauważamy,
że u podstaw zła leży brak prostoty i dziecięcego zaufania
Bogu. Tak było od początku dziejów ludzkości, od chwili, kiedy
pierwsi rodzice zostali postawieni w sytuacji próby wiary. U początku
dziejów człowieka zaistniała próba zawierzenia. Bóg jakby postawił
człowiekowi pytanie: Czy ufasz Mi? Czy masz wobec Mnie prostotę i ufność
dziecka? Tekst biblijny wyraźnie mówi, że człowiek został
zaatakowany przez szatana na tym właśnie odcinku. Szatan nie namawia
pierwszych rodziców do zła jako takiego, nie kusi wprost do grzechu. To,
czego dokonuje, to posiew nieufności. Robi to w sposób doskonały
psychologicznie, tak jak to tylko on potrafi. Nie mówi: bądźcie
niewierni, nieposłuszni - nie, on usiłuje wmówić pierwszym
rodzicom, że w Bogu nie ma miłości, szczerości, prawdy. U
podstaw mechanizmu zła pierwszego grzechu leży posiew nieufności,
powodujący duży oddźwięk psychologiczny. Człowiek, który
nie ufa, wchodzi w stan zagrożenia. Osoba, której nie ufam, staje się
dla mnie zagrożeniem, rodzi się wobec niej lęk. Grzech nieufności
rodzi zagrożenie i lęk, ten lęk, o którym tyle się mówi w
psychologii i psychiatrii, który jest tak bardzo często źródłem
ludzkiego cierpienia.
Jeżeli
nie jesteśmy wolni od grzechu, to nie możemy być wolni od tego,
co z niego wyrasta - niepokoju, lęku, poczucia zagrożenia. My też
jesteśmy kuszeni tym posiewem nieufności. A jeśli jest to posiew
nieufności wobec Boga, to człowiek czuje się jak w zamkniętej
klatce, i życie w takiej "klatce zagrożenia" staje się
czymś strasznym. Grzech niszczy człowieka również dlatego,
że niszczy go związany z grzechem lęk. Zagrożenie staje się
więc ostatecznie uderzeniem w nas, ponieważ jedną z podstawowych
potrzeb psychicznych człowieka jest potrzeba bezpieczeństwa. Stąd
już bardzo blisko do stwierdzenia, że lęk, z którym nie
walczymy, jest zawiniony.
Chrystusowe
dzieło Odkupienia trwa nadal. Przez wiarę jesteśmy w nie włączeni,
a ono obejmuje nie tylko sam nasz grzech, ale i cały jego kontekst. Tak więc
również lęk i zagrożenie stają się przedmiotem
Odkupienia. Jezus umierając na Krzyżu odkupił nas od lęku i
zagrożenia, tak jak odkupił nas od grzechu. Całe twoje życie
powinno być ukierunkowane na coraz pełniejsze otwieranie się na
odkupieńcze działanie Chrystusa. Z Krzyża bowiem nieustannie płynie
łaska, byś mógł być zbawiony od grzechu, ale również
od lęku.
Jak
walczyć z osaczającym nas lękiem? Jeżeli będziesz
walczył z nim wprost, zakończy się to fiaskiem. Jest tylko jedna
niezawodna droga: Otworzyć się
na odkupieńcze działanie Chrystusa przez taką wiarę, jaką
ma ewangeliczne dziecko. Musisz uwierzyć, że Jezus odkupił cię
od wszystkiego, co ci zagraża, że jesteś wolny. Powinieneś
powiedzieć sobie: Nie ma zagrożenia, ponieważ On mnie odkupił
i od wszystkiego uwolnił, muszę tylko to przyjąć. Wiara to przyjmowanie, proces przyjmowania odkupieńczego działania
Chrystusa.
Kiedy
Piotr przechodził przez jedną z bram świątyni w Jerozolimie,
napotkał proszącego o jałmużnę paralityka: "Nie
mam srebra ani złota - powiedział wówczas do niego - ale co mam, to
ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!" (Dz
3, 6). I paralityk wstał. Ten proszący paralityk był bezradny i
wiele oczekiwał, musiał też mieć dużo dziecięcej
wiary, bo otrzymał więcej, niż się spodziewał. Ty, który
jesteś paralitykiem lęku i zagrożenia, niekoniecznie musisz być
uzdrowiony natychmiast jak tamten paralityk. Będzie to zależało
od stopnia twojej wiary, od tego, czy rzeczywiście będziesz miał
wiarę dziecka. Możesz być uzdrowiony w jednej chwili albo
uzdrawiany stopniowo. Ten symbolizujący twoją sytuację paralityk
będzie wówczas coraz wyżej dźwigany ręką Chrystusa,
coraz wyżej i tak powoli będzie powstawał. To stopniowe dźwiganie
ciebie to też odkupieńcza czynność Chrystusa.
Wierzyć
jest trudno, ale nie wierzyć jeszcze trudniej. Próbuj jak najczęściej
uświadamiać sobie, że nie jesteś sam. Przecież jest
przy tobie Chrystus, który cię odkupił. Próbuj przeciwstawiać
się przygniatającym cię lękom dziecięcym poczuciem własnej
bezradności. Powiedz Jezusowi: Ja wiem, że Ty chcesz mnie z tego trądu
oczyścić, wiem, że Ty już mnie od niego odkupiłeś.
- Czy wiesz, że możesz być świadkiem cudu? Przecież
Chrystus powiedział: "Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko
gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: ŤWyrwij się z korzeniem i
przesadź się w morzeť, a byłaby wam posłuszna" (Łk
17, 6). Wtedy zobaczyłbyś, że wiara - która w oczach świata
jest takim małym "nic", jak ziarnko gorczycy, jak najdrobniejsze
ziarenko - posiada nieograniczoną moc Boga. Zobaczyłbyś, że
otwiera cię ona na odkupieńcze dzieło Chrystusa i w sposób
cudowny usuwa lęk. Wtedy nagle poczułbyś się człowiekiem
wolnym.
Jesteś
powołany do wolności i pokoju przez wiarę otwierającą
cię na Chrystusowe Odkupienie, musisz więc do tej wiary nieustannie się
nawracać, bo wiara to nieustanny proces. Proces ten pogłębia się
poprzez akty wiary, rodzące się najczęściej w obliczu zagrożeń.
Wzbudzając w sobie wówczas akty
wiary, będziesz w każdej sytuacji oddawał się jak dziecko
ramionom miłującego Ojca.
Istota
"małej drogi" św. Teresy od Dzieciątka Jezus to postawa
dziecka wolnego od wszelkiego lęku dzięki dziecięcej
ufności. Jeżeli na początku ludzkości pojawił się
grzech na skutek posiewu nieufności, to "mała droga", podkreślająca
znaczenie ufności i dziecięcego zawierzenia Bogu, stanowi antidotum
i jakby dokładną antytezę tamtego wydarzenia. Program
"małej drogi" uderza w sam korzeń zła, ponieważ
brak zaufania, ten posiew nieufności wobec Boga, leży w dużej
mierze u źródeł wszystkich twoich grzechów i wszystkich twoich udręk
egzystencjalnych czy psychicznych, a pośrednio również fizycznych. Jeśli
zaufasz Panu, podetniesz korzenie tego, co cię niszczy. Uwierz, że
On cię kocha. Próba wiary pierwszych rodziców nie była zbyt trudna,
ale Biblia mówi też o straszliwej próbie, jakiej Bóg poddał
Abrahama. Otrzymał on przecież przerażające polecenie
zabicia własnego syna. Wtedy tak łatwo było przyjąć
posiew nieufności: nie zawierzyć, zbuntować się. Abraham
jednak, mimo ciemności, jakie go otaczały, zaufał. Jak ważne
jest takie bezwzględne zaufanie Bogu, dziecięce zaufanie Temu, którego
grzechem nieufności ranimy najbardziej.
Jeśli
zdarzyło ci się kiedyś, że stracił do ciebie zaufanie
ktoś, kogo bardzo kochałeś, to wiesz, jakie to bolesne. A jeżeli
to nie jest zwykła sytuacja ludzkiej przyjaźni, zranionej przez
nieufność, a sytuacja nieskończonej miłości Boga - jak
wielki ból musi sprawiać nieufność tej Miłości. Słowa:
boję się oddać Bogu wszystko, ranią jak policzek, bo to tak,
jakbyś mówił Bogu: Ja Ci nie ufam, nie wiem, co możesz ze mną
zrobić. Gdyby małe dziecko powiedziało tak do matki, byłby
to dla niej niezwykły ból. Jakiegoż więc bólu doświadcza Bóg,
którego człowiek policzkuje takim brakiem zaufania! Nieufność
w pewnym sensie jest gorsza niż grzech, bo
jest ona korzeniem i źródłem grzechu. Jeśli nie chcesz zaufać,
jeśli twojemu Przeciwnikowi udało się zaszczepić w twoim
sercu nieufność, to muszą przyjść konsekwencje - lęk,
poczucie zagrożenia i związane z tym cierpienie. Dopiero poprzez
skutki tego zła zobaczysz, jak daleko odszedłeś. Cierpienie, lęk
i zagrożenia będą dla ciebie nieustannym wezwaniem do nawrócenia.
Tak długo będziesz dźwigał brzemię lęku, dopóki
się nie nawrócisz, dopóki nie staniesz się jak dziecko, które po
prostu oddaje się w ręce miłującego Ojca. Pacjenta trzeba
leczyć tak długo - napisze L. Szondi - aż nauczy się modlić.
Nie chodzi tu o zwykły pacierz. Chodzi o głęboką postawę
modlitwy, o ufną modlitwę dziecka, które oddaje się w pełni
ramionom Ojca.
Ubóstwo
duchowe jako postawa dziecięctwa
Wiara
jako uznanie własnej bezradności i oczekiwanie wszystkiego od Boga oznacza
postawę dziecka. Dziecko w pełni uznaje, że nie ma nic,
że nic nie potrafi. Ono jest pełne oczekiwań i wiary, że
wszystko, co jest mu potrzebne, otrzyma. "Jeśli się nie
odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa
niebieskiego" - mówi Pan (Mt 18,
3). Nawrócenie do postawy dziecka jest warunkiem koniecznym wejścia do Bożego
królestwa. Kiedyś musisz stać się dzieckiem: ufnym, pokornym,
oczekującym wszystkiego od Pana. Jeśli nie staniesz się nim
tutaj, to będzie to musiało nastąpić w czyśćcu.
Stan dziecięctwa jest bezwzględnie konieczny nie tylko do uświęcenia,
ale i do zbawienia.
Dziecko
ewangeliczne oczekuje wszystkiego od Boga, dosłownie wszystkiego. Wymiar
dziecięctwa naszej wiary oznacza nieopieranie się na zwykłych,
ludzkich kalkulacjach, a oczekiwanie na coś, co dziecko nazwie niespodzianką,
oczekiwaniem na cud. Na ile jesteś dzieckiem, na tyle jesteś młody
duchem. Człowiek może być starcem już w wieku dwudziestu
lat. A może mieć lat osiemdziesiąt i dzięki duchowi dziecięctwa
pozostawać młodym. Bóg jest zawsze młody i ustanowiony przez
Chrystusa Kościół jest zawsze młody, dlatego potrzebuje on młodych
w duchu, potrzebuje w tobie dziecka, które zdolne jest uwierzyć we
wszystko. Człowiek "stary",
nastawiony na rachunkowość, na liczenie za i przeciw, ogranicza
Bogu możliwość działania, stawia granice Jego miłości
i miłosierdziu. Rachunkowość i ciągłe obliczanie,
czy coś może, czy nie może się udać, czy to ma szansę,
czy nie, jest cechą starości. Dziecko poszukuje księżyca i
wierzy, że może go otrzymać - a przecież Pan Bóg chce ci dać
więcej niż księżyc. On chce ci dać swoje królestwo,
ale jeśli nie będziesz dzieckiem, to zwiążesz Mu ręce.
Dzieci
to również typowi ewangeliczni gwałtownicy, o których Jezus mówi,
że porywają królestwo niebieskie (por. Mt
11, 12). Kiedy dziecko chce dostać się do mieszkania, to musi się
dostać: będzie tak długo biło piąstkami czy nóżkami,
aż mu otworzą. Pan Jezus powiedział: "Kołaczcie, a
otworzą wam" (Łk 11,
9). Gdybyśmy umieli tak bić w zamknięte przed nami drzwi, które
po to są zamknięte, byśmy się do nich dobijali jak dzieci,
to one musiałyby się otworzyć. Bóg potrzebuje twojej dziecięcej wiary, by mógł w tobie i
przez ciebie czynić cuda, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. "Wszystko
możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk
9, 23). Wszystko jest możliwe dla tego, kto jest ewangelicznym dzieckiem.
Ewangelia
ukazuje nam dwa zwiastowania: zwiastowanie Zachariaszowi i zwiastowanie Maryi.
Zachariasz okazał się człowiekiem starym zarówno wiekiem, jak i
duchem, człowiekiem, który związuje Bogu ręce, bo nie potrafi
uwierzyć w cud. Musiał więc być dotknięty innym,
bolesnym dla siebie cudem, jakim było odebranie mu możności mówienia
- po to by uwierzył. Taka duchowa starość człowieka, który
nie potrafi uwierzyć w cud, jest dla Boga czymś strasznym. Człowiek,
któremu brak postawy dziecka, zwykle jakby z góry przekreślał
skuteczność swoich modlitw, ponieważ jest w nim coś z
postawy Zachariasza. Ten "sprawiedliwy wobec Boga" i nienaganny
starzec nie miał potomstwa i prosił o dziecko. Modlił się i
właściwie jednocześnie nie wierzył w to, że Bóg go wysłucha.
Kiedy anioł oznajmił mu: "Twoja prośba została wysłuchana:
żona twoja Elżbieta urodzi ci syna" (Łk
1, 13), on jak gdyby nie chciał tego syna przyjąć, nie uwierzył
w cud. Cały czas modlił się o syna, a kiedy Bóg go wysłuchał,
nie uwierzył. Wytoczył argument przeciwko swojej modlitwie: "Bo
ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku" (Łk
1, 18). Człowiek "stary", już nie wierzący Panu. My też
najczęściej jesteśmy podobni do Zachariasza. - Pewien ksiądz
- opowiada A. Pronzato - który zwołał parafian na specjalne nabożeństwo,
by prosić o deszcz, skierował do nich bardzo wymowne upomnienie:
"Przyszliście prosić o deszcz, a gdzie macie parasole?"
Drugie
zwiastowanie to zwiastowanie Maryi, która tak bardzo jest dzieckiem, że
gotowa jest przyjąć wszystko. Maryja tak była dyspozycyjna,
że Bóg mógł dla Niej "wyczarować" rzeczy niezwykłe.
Ona wszystko by przyjęła, we wszystko by uwierzyła, bo Jej
postawa wobec Boga przeniknięta była duchem dziecięctwa - a to
jest potęga. Czy myślisz czasem, że światem rządzą
dzieci, nie starcy? - Tak, światem rządzą dzieci, ponieważ człowiek,
który ma ducha dziecięctwa, ma "moc nad Bogiem" - Bóg nie może
się jemu oprzeć, nie może oprzeć się oczom dziecka,
które naprawdę wierzą.
Piotr,
gdy szedł do Chrystusa po wodzie, w pewnym momencie przestał być
dzieckiem. Przyszło zwykłe rachowanie: dotąd szedłem, bo
powierzchnia wody była równa, ale oto napływa fala - czy mogę iść
dalej? Przyszła ludzka kalkulacja, ludzkie rozumowanie i wiara znikła.
Piotr w tym momencie przestał być dzieckiem, dlatego zaczął
tonąć. Okazał się człowiekiem starym i później
jeszcze długo będzie stary, dlatego zdradzi Jezusa. Można
powiedzieć, że grzeszysz, ponieważ jesteś "stary",
bo starość duchowa zamyka cię na łaskę, zawiązuje
Bogu ręce. Bóg jest młody i chce wyczarować ci księżyc.
Jeśli św. Teresie z Lisieux dał w dniu jej obłóczyn śnieg,
czy to nie był dla niej jej księżyc? Pan Bóg kocha się w
takiej postawie, która nie widzi ograniczeń, a taką postawę ma
dziecko. Ono nie zna granic możliwości, jest wytrwałe aż do
szaleństwa, otwarte na to, co nowe - dziecko potrafi wierzyć.
Bóg
jest zawsze młody i zawsze zdumiewa człowieka. Doświadczenie Boga
to doświadczenie rzeczywistości zdumiewającej, a człowiek o
postawie ewangelicznego dziecka potrafi się zdumiewać. Taki człowiek
patrząc na świat potrafi zdumiewać się wszystkim, co go
otacza. W momencie, w którym
przestaniesz być dzieckiem przed Panem, przyjdzie kryzys w twoim życiu
wewnętrznym, zaczniesz cofać się, przestaniesz wierzyć i
kochać.
W
cuda wierzą tylko dwie kategorie ludzi - święci i dzieci. Właściwie
jednak jest to jedna kategoria, ponieważ święci są w duchu
dziećmi. Sam Bóg w Jezusie
Chrystusie stał się dzieckiem. Stał się nim nie tylko w
Betlejem, ale również na krzyżu, gdzie był zupełnie
bezbronny i we wszystkim uzależniony od ludzi. Ten Bóg, który stał
się dzieckiem, chce, by nasza bezradność i słabość
skłaniała nas do zdania się we wszystkim na Niego, by skłaniała
nas do bezgranicznej ufności w Jego miłosierdzie.
Przypowieść
o synu marnotrawnym należałoby raczej nazwać przypowieścią
o ojcu miłosiernym. Starszy syn, jedna z trzech postaci dramatu, nie
wzbudza w nas sympatii; jest zazdrosny i impertynencki wobec ojca. Nasza
sympatia kieruje się ku temu marnotrawnemu, który wrócił, tym
bardziej, że jest to nasz typ. W typie syna marnotrawnego odnajdujemy
niemal spontanicznie samych siebie. Czy jednak jest to rzeczywiście typ
postaci prawdziwie ewangelicznej? Ewangelia mówi, że jego powrót do ojca
był wykalkulowany. Wrócił w nadziei, że u ojca będzie mu
lepiej, ponieważ wiedział, że ojciec płacił więcej
swoim najemnikom niż pan, u którego on się najął. "Pójdę
do mego ojca i powiem mu: [] nie jestem godzien nazywać się synem,
uczyń mnie choćby jednym z najemników" (Łk 15, 18-19n). Przypowieść o synu marnotrawnym
wydaje się być nie dokończona. Jest w niej dalszy dramat
syna marnotrawnego - dramat wynikający z przewagi postawy najemnika na
postawą dziecka. On chce być wobec ojca kimś, z kim można
się umówić, tak jak umówili się z gospodarzem robotnicy wynajęci
za denara (Mt 20, 1-26). Jeżeli zaś syn marnotrawny nie wraca jako
dziecko, ale jako najemnik, to będzie musiał znowu odejść -
drugi, trzeci, nie wiadomo który raz.
Syn,
w którym jest duch najemnika, nie potrafi zdumiewać się miłością.
Syn marnotrawny nie odkrył zranienia
ojca, nie widział jego bólu, widział tylko własne nieszczęście
i szukał dróg wyjścia z niego. W przypowieści o wynajętych
robotnikach dobrocią gospodarza zdumiewali się ci z ostatniej godziny,
a nie umówieni za określoną sumę najemnicy. Zdumiewać się potrafi tylko ewangeliczne dziecko, ponieważ
zdumienie zakłada kontrast. Dziecko wie, że jest takim małym
"nic" i że jest nieustannie obdarowywane czymś wielkim. Ten
ogromny kontrast własnego "ja" i obdarowania rodzi w nim
zdumienie.
Człowiek
staje się chrześcijaninem, kiedy staje się dzieckiem, kiedy
zaczyna go zdumiewać szaleństwo miłości Boga Ojca.
Odnajdujemy tu nowy aspekt dziecięctwa ewangelicznego - pewną tożsamość
między dzieckiem a skruszonym grzesznikiem. Na czym polega skrucha?
Skrucha to żal, ale żal w obliczu krzyża, kiedy świadomy własnej
nędzy i grzeszności patrzysz na krzyż i na rany Jezusa, kiedy próbujesz
w duchu całować te rany, które sam przecież Jezusowi zadałeś
- to jest skrucha. U syna marnotrwnego takiej skruchy nie było. Dopiero
wtedy, gdy skruszony całujesz rany Jezusa i wierzysz w Jego miłość,
powracasz do Boga w postawie dziecka, i tylko taki powrót ma sens. Nigdy
nie wracaj do Boga jako najemnik, bo znowu Go zdradzisz.
Prawdziwą
skruchę widzimy u jawnogrzesznicy podczas jej spotkania z Jezusem w domu
faryzeusza Szymona. Jej prostota, spontaniczność i autentyczna skrucha
świadczą o postawie ewangelicznego dziecka. Aby wyrazić Jezusowi
swoją skruchę, podeszła do Niego, nie oglądając się
na względy ludzkie, wylała nardowy olejek, łzami zrosiła
Jego stopy i włosami je otarła (Łk
7, 38). Oto prostota, spontaniczność i skrucha grzesznika, który jest
dzieckiem ewangelicznym. Tak naprawdę Boga kochają skruszeni
grzesznicy, którym wiele przebaczono, i święci, bo jedni i drudzy mają
naturę dziecka - potrafią
zdumiewać się miłością Boga, szaleństwem Jego miłości
ku nim. Nie najemnicy, a dzieci, nie ci, którzy zbierają zasługi
i usiłują zawierać z Bogiem kontrakty, ale ci, którzy wierzą
w Jego miłosierdzie. - Bo tak naprawdę wierzy tylko dziecko.