Rekolekcje Wielkopostne w Polskiej Misji Katolickiej San Antonio, Texas (nauka III)
Modlitwa rekolekcyjna
Napisana przez ks. Chryzostoma Małysiaka SDSPanie i Boże mój, jedyne dobro i szczęście moje – wierzę, ze tutaj w tym samym miejscu, gdzie się obecnie znajduję, jesteś prawdziwie i rzeczywiście obecny. Wspaniały jest Twój Majestat Panie, ale jakim on będzie dla mnie w godzinę śmierci i na sądzie?
W tej chwili, patrząc duchem na Ciebie, Boże, padam przez Twym Majestatem na kolana. (na kolana)Panie, jam prochem i nicością wobec Ciebie, a przecież ośmieliłem się nieraz w życiu moim targnąć na Majestat Twój. Rękę niewdzięcznego dziecka podniosłem przeciw najlepszemu i najukochańszemu Ojcu mojemu. Za wszystkie łaski i dary Twoje jam Ci, Boże mój, grzechami, oziębłością i marnotrawstwem zapłacił. Ojcze mój zgrzeszyłem, zawiniłem, wykroczyłem! Ale miłosierdzia – Boże mój! Jezu Zbawicielu – przebaczenia, miłosierdzia! Matko nasza najdroższa – litości! W tej chwili żałuje za wszystkie grzechy całego życia mojego. A teraz, dobry Panie, wejrzyj na mnie i przemów do mnie. Mów Panie, bo słucha dziecko Twoje!
Matka Teresa z Kalkuty w swoich wspomnieniach pisze między innymi tak: Ostatnio dowiedziałam się, że pewna rodzina nie jadła od kilku dni, byli to Hindusi. Odwiedziłam ich, zanosząc trochę ryżu. Zaledwie wręczyłam go matce rodziny, kiedy ta podzieliła kupkę ryżu na połowę i pobiegła zanieść jedną część do sąsiadów, muzułmanów. Powiedziałam wówczas: „Czymże wy się podzielicie? Jest was dziesięcioro do tej garsteczki ryżu!" A matka na to: „Przecież oni też nie mieli nic do jedzenia". Oto jak wygląda wielkość Matki Teresy z Kalkuty a naszym zadaniem na dziś jest porównać siebie z nią i odpowiedzieć sobie na pytanie: jak ja rozumiem miłość? A jak ona ją rozumiała. Jak mój syn czy córka rozumie miłość, a jak ta uboga zakonnica ją rozumiała i praktykowała.
Umiłowani w Chrystusie Zbawicielu Bracia i Siostry! Słowo „miłość” wypowiadane jest bardzo często. Często jednak w znaczeniu, które z miłością nie ma nic wspólnego, a nawet jest jej zaprzeczeniem. Typowy scenariusz pośród niedojrzałej młodzieży amerykańskiej: Chłopak umawia się z dziewczyną na kolację, potem idą do kina, następnie chcą wypić ten zorganizowany alkohol i niby nic takiego się nie stało, świat się nie zawalił. Po jakimś czasie ona mu mówi, że jest w ciąży.
-Ale to jest twój problem.
-Jak to przecież ty jesteś ojcem!
-Nawet mi o tym nie mów. Czy ty wiesz co by o tym moi koledzy powiedzieli. No a tak przy okazji to ty nie wiesz co masz zrobić?
I to miała być miłość. Nawet jeśli świat się nie zawalił to i tak dla tej pokrzywdzonej osoby cała wizja wspaniałej przyszłości, wspaniałe marzenia młodej duszy nigdy się nie spełnią.
Krzywda zawsze będzie krzywdą nawet jeśli obydwoje tego samego głupstwa chcieli.
Bracia i Siostry! Po zastanawianiu się w poprzednich naukach nad cnotami wiary i nadziei, dzisiaj kolej na cnotę miłości. I tak jak poprzednio tak i dzisiaj nie tyle zależy nam na surowej definicji w tym wypadku miłości, ile raczej na odpowiedzi na pytanie: „co to znaczy kochać?”
Człowiek kocha wiele osób w życiu, obdarzając je w pewnym sensie „różnymi rodzajami” miłości. Mówienie o „różnych rodzajach” miłości nie jest najszczęśliwszym sformułowaniem, ponieważ tak naprawdę istnieje tylko jedna miłość, gdyż jedno jest jej źródło – Bóg.
Jednak czerpiąc przykłady z życia łatwiej jest wytłumaczyć, że inaczej dziecko kocha rodziców i rodzeństwo (zresztą charakter tej miłości zmienia się także z wiekiem człowieka), inaczej ojciec i matka kochają syna czy córkę, inaczej kochają się wzajemnie mąż i żona, jeszcze inaczej kochamy przyjaciół, inaczej kocha się kogoś nieznanego (albo też znanego, ale nie zaliczanego do bliskich) bliźniego.
A zupełnie inaczej kocha się Boga. A tak przy okazji: pytanie jak podczas nauki religii: dlaczego kochasz Boga? – Bo On pierwszy ukochał mnie, bo On mi wszystko zapewnia...inne wypowiedzi...
Pytanie numer dwa dla dzieci i nie tylko dla dzieci: dlaczego kochasz ojca, matkę, brata, siostrę? Odpowiedź może być taka: gdyż oni od zawsze są częścią mojego życia, gdyż nie wyobrażam sobie mojego świata bez nich, bez ich miłości. Przecież to takie oczywiste, ja ich kocham, a oni kochają mnie.
Czwarte przykazanie Boże mówi o obowiązku kochania rodziców. Czcij ojca swego i matkę swoją; a w wersji dłuższej:
Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył i dobrze ci się powodziło na ziemi. Katechizm zaś wyjaśnia, że to znaczy byśmy kochali, słuchali i szanowali swoich rodziców, przełożonych i opiekunów i modlili się za nich. Pół żartem można dodać, że kto się nigdy za swego szefa w pracy nie modlił, nie powinien się też dziwić gdy ten go z pracy zwolnił.
W zdrowych sytuacjach wspaniałym fenomenem jest miłość, jaką rodzice otaczają swe dziecko. Kochają je jeszcze zanim się narodzi. Nie widzą, a kochają. A potem, po urodzeniu, ta miłość dojrzewa...
W życiu większości ludzi przychodzi taka chwila, w której dokonuje się coś zdumiewającego i niezrozumiałego. Rodzi się w nich miłość do zupełnie obcej osoby, mężczyzny lub kobiety, kogoś, na kogo jeszcze miesiąc wcześniej w ogóle się nie zwracało uwagi. Pojawia się nie tylko zauroczenie, pociąg fizyczny, pożądanie, ale stopniowo narastające pragnienie przejścia z tym kimś przez życie, trwanie przy nim w każdej sytuacji, rodzi się też troska o założenie rodziny.
Chce się tego kogoś nie tylko obdarzać samym dobrem, ale jest się gotowym na przyjmowanie od tej osoby dobra.
Kiedyś pewien mąż w piętnastą rocznice ślubu na pytanie żony „Dlaczego właśnie mnie kochasz?” tak odpowiedział: „Bo jesteś”, prawie jak w piosence dobrze, że jesteś. Bóg też kocha nas dlatego, że jesteśmy. I oczekuje, że my będziemy Go kochać, bo jest. Może w tym powiedzeniu jest nawet więcej mądrości niż ludzie myślą, bo przecież imię Boga tłumaczy się JESTEM, KTÓRY JESTEM.
Niestety czasami Bracia i Siostry sprawdza się przysłowie: Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Jak ty Boga poważnie nie traktujesz to dlaczego On miałby ci wszystkiego udzielać?
Miłość to właściwa postawa człowieka wobec Boga i innych ludzi. Przede wszystkim jednak jest to stosunek Boga do człowieka, objawiony nam w Jezusie Chrystusie.
Jezus przebywał wśród „celników i grzeszników" siadał z nimi przy jednym stole, głosił, że Bóg ich kocha jak ojciec marnotrawnego syna, na którego, (jak to słyszeliśmy w dzisiejszej ewangelii) oczekuje z tęsknotą i któremu wybacza wszystko, gdy tylko wraca on do Niego. Swoją śmierć na krzyżu przedstawia Jezus jako wyraz miłości Boga, który „Syna Swojego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).
„Bóg pierwszy nas umiłował” - głosi św. Jan (J 4,19). Bóg nas umiłował, gdyśmy jeszcze byli grzesznikami, podkreśla św. Paweł - ten, który prześladował wyznawców Jezusa, zanim uwierzył i został Apostołem. Jeśli Bóg nas kocha, to powinniśmy odwzajemnić Mu Jego miłość.
Jeśli jesteśmy chrześcijanami, to przestrzegajmy przykazań, starajmy się żyć zgodnie z wolą Bożą, nie ze strachu ale z miłości do Niego, z wdzięczności za wszystko. Chrześcijanin żyje „po Bożemu”, ponieważ kocha Boga.
Jeśli kogoś naprawdę kochamy, chcemy szczęścia, dobra tej osoby. Nie chcemy jej zasmucać, zawodzić, denerwować, sprawiać przykrości. Te cechy miłości międzyludzkiej mają zastosowanie w miłości człowieka do Boga.
Kochając Boga chcemy, aby z nas zadowolony, szczęśliwy. W przykazaniu miłości dochodzi jescze drugi człon: kochać bliźniego swego jak siebie samego.
Mamy kochać Boga, ale nie tylko Jego. Powinniśmy kochać się też wzajemnie jako dzieci Boże. Kochanie Boga musi się wyrażać także w miłości do ludzi. Jakże bowiem mógłby ktoś szczerze mówić, że kocha Boga, którego nie widzi, gdyby nie kochał ludzi, których widzi (por. J 4,20).
Kochać ludzi - to nie tylko znaczy żywić dla nich miłe uczucia albo gorąco zapewniać ich o swej miłości. Kochać ludzi -to znaczy służyć im i przychodzić z pomocą, nie spodziewając się stąd niczego dla siebie. Tylko w ten sposób można naśladować Jezusa. „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali - mówi Chrystus - tak jak ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,12-13).
Naśladować Jezusa - to kochać wszystkich ludzi, także nieprzyjaciół, którym tak trzeba przebaczać ich winy popełnione w stosunku do nas, jak sami oczekujemy przebaczenia naszych grzechów przez Boga. „I odpuść nam nasze winy Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (por. Mt 6,12).
Miłość jest zatem przeciwieństwem samolubstwa: życiem nie dla siebie, lecz dla innych. Równocześnie jednak przykazanie Boże wzywa jednoznacznie każdego człowieka, aby kochał nie tylko Boga i innych ludzi, ale również sam siebie. To dla niejednego najtrudniejsze zadanie. Ludzie boją się popaść w egoizm. Nie rozumieją, w czym leży istota miłowania siebie, że to po prostu troska o własne zbawienie.
Jeśli chłopak dziewczynie mówi kocham cię, a czyni wszystko, żeby ona po najbliższym wypadku samochodowym, albo po narkotykach poszła do piekła, to jest to samolubstwo w najgorszym wydaniu a nie miłość.
Im bardziej ktoś się wzoruje na gwiazdach hollywoodzkich, tym gorsze będą skutki takiego grzesznego małpowania, niezdrowej gonitwy za pieniądzem, seksem, narkotykami, z czym wiążą się afery, zdrady, rozwody. Grzech kalifornijski oglądany na ekranie w San Antonio, rujnuje duszę w San Antonio. A to tylko jeden przykład na zaprzeczenie miłości.
Miłość jest wartością absolutną w ludzkim życiu: jest życiem człowieka. Jest on bowiem zdolny żyć w sposób godny człowieka jedynie wówczas, gdy jest przekonany, że go ktoś kocha i gdy sam kocha innych. Miłość jest istotą chrześcijaństwa. Jezus Chrystus przyszedł, by głosić, że Bóg kocha człowieka i że ludzie mają się kochać nawzajem, stając się w ten sposób dziećmi jedynego Ojca w niebie.
Miłość gwarantuje zbawienie. Grzech natomiast przeciwstawia ludzi sobie nawzajem, antagonizuje. Ludzie stają się sobie obcy, nienawidzą się, podnoszą na siebie rękę.
Jezus, objawiając miłość Boga i nakazując wzajemną miłość bez zastrzeżeń, pragnął dla nas zbawienia, pragnął życia wiecznego. Dobrze to zrozumiał Założyciel Księży Salwatorianów - Sługa Boży Franciszek od Krzyża Jordan, obierając za fundament posłannictwa salwatoriańskiego słowa: ”To jest życie wieczne, aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś , Jezusa Chrystusa” (J 17, 3),
Ojciec Jordan określił ten cel misyjny jako stałe pogłębianie wśród wiernych znajomości prawd wiary chrześcijańskiej oraz miłości Boga i bliźniego.
Pamiętając, że Pismo Święte ciągle nas ponagla do miłości; tym razem zakończmy nasze rozważanie słowami księgi Powtórzonego Prawa (Pwt 6, 5-6):
w.5 Będziesz miłował Pana, Boga twego, z całego serca swego, z całej duszy swojej, ze wszystkich sił swoich.
w.6. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. AMEN.
Wygłosił:Ks. Tadeusz Tabak, salwatorianin
Źródła:
Madlitwa Rekolekcyjna O. Chryzostoma Małysiaka, SDS
Wypowiedzi Matki Teresy z Kalkuty
Duchowość i Posłannictwo Salwatorianów
Katechizm Kościoła Katolickiego