Dom Polski zaprasza 19 listopada 
na obiad
z okazji Święta Dziękczynienia

Dodzy Siostry i Bracia w Chrystusie, usłyszeliśmy stwierdzenie faktu czy osobiste usprawiedliwienie swojeg czynu,  „Bojąc się, poszedłem i ukryłem talent w ziemi”. Kogo i czego bał się ów sługa, który nie pomnożył swojego talentu? Porównując go z pozostałymi sługami, można przypuszczać, że zatrwożyła go przede wszystkim znikomość otrzymanego daru. Sądził, że tak nisko oceniono jego zdolności i nie mógł się z tym pogodzić. Czuł się mały, nieważny, gorszy od innych. Ciągle porównywał się z innymi, którzy — jak mu się wydawało — otrzymali znacznie więcej niż on i dlatego nie potrafił uwierzyć w siebie. Wolał zamknąć się w sobie i z czasem zapomniał, że w ogóle jakiś talent otrzymał. Bał się siebie. Słynny malarz Van Gogh umieral na poddaszu w skrajnej nędzy, gdyż ludzie nie poznali sie na jego talencie. Doszło do tego, że nie mial piniędzy na jedzenie. Gdy służąca szła na rynek by kupić coś do jedzenia, brala obrazy malarza i sprzedawała je za bezcen. Krótko przed śmiercią Van Gogh wstal z łóżka, wziął jedno ze swoich płócien, odkurzył je rękawem i patrząc na nie rzekł: „A jednak nie żyłem na próżno”. Chociaż w skrajnej nędzy umieral jednak ze spokojnym sumieniem, ktore mówiło mu, że nie zmarnowal talentu podarowanego mu przez Boga.

Św. Tomasz z Akwinu powiedział kiedyś, że człowiek okazuje swoją wielkość w tym, że mimo wielu przeciwności w życiu udaje mu się znaleźć i zrozumieć to, co w nim tak naprawdę tkwi. Często bowiem człowiek spędza swoje dni na uciekaniu od tego, co dane mu jest wraz z jego ludzką godnością. Jego największym grzechem jest to, że „rozpaczliwie broni się przed byciem sobą”. A kiedy człowiek nie potrafi dojść do ładu z samym sobą, to skłonny jest popadać albo w rezygnację i pesymizm, albo w aktywizm i pracoholizm. Wszystko to zaś jest wyrazem jego wewnętrznego zwątpienia: nie potrafi powiedzieć „tak” temu, kim rzeczywiście jest i pogodzić się z tym, że nie jest tym, za kogo się uważa. Nieakceptowanie danego mi przez Boga daru i niegodzenie się na wyznaczane mi przez Niego granice może zaprowadzić na manowce zwątpienia i rozpaczy lub rzucić w wir nieustannego zabijania czasu, by po prostu o wszystkim zapomnieć.

Kogo pochwali Jezus? Zapobiegliwych – czy opieszałych? Pracowitych - czy leniwych? Oszczędnych – czy rozrzutnych? Słownych – czy niesumiennych? Odpowiedź? Przecież każdy z was już odpowiedział. Jezus opowiadając przypowieść o trzech biznesmenach swoich czasów, jakby widział nasze czasy i nasze problemy. O biznesmenach? Tak. Talent to była duża suma pieniędzy, odpowiadająca trzydziestu pięciu kilogramom srebra. Jezus wyraźnie mówi: ważna jest  aktywność  człowieka. Najpierw musi to być aktywność w  dobrym. Ale także aktywność gospodarcza – Jezus mówi  o interesach!

Rozszerzeniem poruszonego dziś problemu jest pierwsze czytanie: Dzielna niewiasta, zwykła „pani domu” i jej codzienne zajęcia – taka aktywność nie tylko jest ważna, ale właśnie to dostrzegł Bóg. Taka codzienna, zwyczajna aktywność jest podstawą wszelkiej innej aktywności: to w domu dzieci uczą się życia, to domowe gospodarstwo jest zalążkiem wielkiego, narodowego gospodarzenia. Przysłowie mówi, że czas to pieniądz. Talenty, te z Ewangelii to pieniądze, duże pieniądze. Czas obracania nimi, zyskiwania nowych pieniędzy skończył się – pan owych sług wrócił. To właśnie przypomina nam Apostoł w drugim czytaniu: Nie śpijmy przeto, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi!

„Dzień Pański” tak zwykliśmy nazywać koniec świata. Ale każdy dzień może być dniem ostatnim, końcem i życia, i aktywności, i zyskiwania zasług wobec ludzi – i wobec Boga. Dlatego każdego dnia musimy być gotowi do rozliczenia aktywów naszego życia. I, niestety, strat naszego życia. Dlatego nigdy nikomu nie wolno mówić „mnie to wystarczy”. Zanim tak powiesz, pomyśl, jaka jest miara wyznaczona ci przez Boga? Sądzę, że większa, niż się wydaje.

Jaki mamy najczęstszy i najprostszy zarazem sprawdzian chrześcijańskiej postawy?  Pytamy: Czy on chodzi do kościoła? Czy ma ślub kościelny? Czy przyjął kolędę? Czy sprząta kościół? Tak, to wszystko jakoś ważne. Chociaż jeszcze ważniejsza jest wiara – ale jak mierzyć wiarę? Jezus przypomniał nam dzisiaj, że istnieje mało zauważana miara wierności Ewangelii: nasza aktywność. To oznacza także przedsiębiorczość w sprawach materialnych. Obrotność i zapobiegliwość w trosce o dom, o pieniądze. Zaradność i pomysłowość w codziennych kolejach życia. Bo nie ten jest bardziej chrześcijaninem, kto biedniejszy – lecz ten, kto więcej dobra potrafi wyprowadzić z tego, co posiada. A jeśli posiada dużo – niechby bardzo wiele dobra czynił wokół siebie.  Można – i trzeba, po wysłuchaniu dzisiejszej Ewangelii – powiedzieć tak: jeśli nie przykładasz się, jeśli nie starasz się pomnażać swoich dóbr materialnych – do ciebie mówi Jezus: Sługo zły i gnuśny, stracisz nawet to, co jeszcze ci zostało!

W tym miejscu słowo do dzieci i młodzieży: miarą twojej aktywności i odpowiedzialności przed Bogiem jest szkolna nauka. Widzę przed sobą chłopców i dziewczęta pomnażających w sobie Boży dar i gotowych wejść w społeczne życie. Ale widzę też wielu młodych ludzi, którzy już dziś przegrywają swoje życie. Bo tak im dziś łatwiej i jakby dziś więcej było tych opieszałych i leniwych było niż kiedyś. To do nich mówi Jezus: Sługo zły i gnuśny, stracisz nawet to, co jeszcze ci zostało!  Szorstkie Jezusowe słowa. Nazbyt często, przynajmniej wśród nas, przemilczane stronice Ewangelii. Wiem, że to, co mówię, może niejednego zaboleć. Jak otwarta rana... Zostaliśmy zranieni przez panujący w Polsce przez pół wieku system społecznego i ekonomicznego zakłamania. Mimo upływu lat nie wszyscy odnaleźliśmy się w nowych warunkach i nie potrafimy ewangelii do końca doczytać na nowo.

Moi Drodzy, nie zakopujmy zatem talentów otrzymanych od Boga, pamiejąc, że On nas kocha i z milości nas stworzył. Czeka zatem abyśmy na Jego milość odpowiedzieli naszą miłoscią. Dal nam bowiem serca abyśmy nimi kochali Jego i naszych bliźnich. Dał nam ręce, abyśmy nimi pomagali biednym i potrzebującym. Dal nam usta abyśmy mowili tylko dobre i kochane slowa i w ten sposob podnosili ludzi na duchu. Zakończmy to rozważanie modlitwą Kardynala Nuwmana żyjącego w ubieglym wieku wielkiego angielskiego pisarza i intelektualisty: „Bóg przeznaczyl mi do wykonania jedyne w swoim rodzaju zadanie. Nikt nie może wypelnić za mnie tego zadania, bo każdy ma swoje wlasne... Dlatego ufam Bogu we wszystkich okolicznościach i sytuacjach mojego życia. Jeżeli jestem chory, staram się służyć Bogu poprzez moją chorobę; jeżeli jestem smutny i przygnębiony, oddaję Mu moje przygnębienie i smutek.. Wszystko co czyni Bóg jest celowe. On może przedłużyć moje życie i może je skrocić. On doskonale wie, co czyni... O moj Boże całkowicie oddaję siebie w Twoje ręce”.