Dzisiejsze (04-25-2021) Rozważanie   

Drodzy Siostry i Bracia w Chrystusie Zmartwychwstałym, słyszeliśmy przepiękne słowa: „Kto trwa we mnie, a Ja w nim ten przynosi owoc obfity ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Kilka dni temu czytałem sztukę Paula Claudela pod tytułem: „Atłasowy trzewiczek”, który rozpoczyna się od dramatycznej sceny ukazującej tonący na morzu statek. Jedynym ocalałym z katastrofy jest duchowny, misjonarz który przywiązał się do roztrzaskanej części masztu. Kiedy potężne fale uderzają i rzucają dryfującym kawałkiem drewna do którego jest przywiązany, misjonarz czuje, że zbliża się śmierć. Dlatego modli się słowami które w luźnym przekładzie brzmią następująco: „ „Panie dziękuję Ci za to, że pozwalasz mi umierać w ten sposób. Czasami uważalem, że Twoja nauka jest zbyt trudna i często nie zgadzam się z Twoją wolą, lecz teraz jestem bardzo blisko Ciebie. Nie mogę uwolnić się od tego krzyża do którego jestem teraz przywiązany i na którym umrę a nawet tego nie chcę ponieważ przywiązany do tego kawałka drewna czuję się bardzo blisko Ciebie”. Zbliżająca się nieuchronnie śmierć i przywiązanie do dryfującego po morzu kawałka drewna pozwoliły temu misjonarzowi doświadczyć szczególnego zjednoczenia i bliskości z Chrystusem. Nasz bohater, misjonarz został ocalony dzięki zjednoczewniu z Chrystusem.

Jak wiemy z wlasnego zyciowego doświadczenia, że razem jest łatwiej – z wielu względów. Psychologicznie – bo człowiek nie czuje się zagubiony. Organizacyjnie – bo można się wzajemnie uzupełniać. Strategicznie – bo ciężar walki może zostać rozłożony na wielu. A jednak nawet wspólnymi siłami nie zawsze można wygrać. Bywa, że ktoś jeden stojący po stronie zła, potrafi zwyciężyć wielu. Dlaczego? Nie ma prostych odpowiedzi w życiu. Spróbujmy jednak odczytać wskazania, które dał nam Jezus.

W czasie Ostatniej Wieczerzy, a więc w przeddzień swej śmierci, Jezus powiedział tak: „Jak gałązka winorośli nie może przynosić owocu sama z siebie – o ile nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie”. – Zauważmy, że w tym zdaniu Jezus zawarł dwie myśli: Używając liczby mnogiej, daje do zrozumienia, że musimy być razem, w myśl Jego obietnicy mówiącej, że „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam ja jestem pośród nich” (Mt 18, 20). Potwierdza się nasze spostrzeżenie: nie sposób samotnie walczyć o dobro.

Druga myśl jest taka: nie wystarczy być razem, nie wystarczy mieć stronników czy wspólników. Potrzeba być blisko Niego. Blisko? Porównanie, jakim posłużył się Jezus, jest głębsze. Przecież On mówi o gałązce wszczepionej w pień winnego krzewu! To więcej niż bliskość. To organiczna jedność. Jedność i zależność gałązki od krzewu. Zależność we wszystkim: „Kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie”.

Wszczepieni – jak gałązki – w Jezusa... Jak to się dokonuje? Gałązka sama nie może zaszczepić się w pień krzewu. Musi to ktoś zrobić. To znaczy, że zjednoczenie z Jezusem jest darem. Jest to najpierw dar wiary, która jest zdolnością otwarcia się na Boga, na Jego łaskę, na Jego obecność. Dalej – jest to dar mocy sakramentalnej.

Sakramenty: siedem prostych znaków, które z woli Jezusa są nośnikami Jego obecności, Jego siły, Jego łaski. Wszystkie są ważne – ale dwa z nich grają rolę szczególną: chrzest i Eucharystia. Chrzest: w nim dokonuje się pierwsze obdarowanie i wszczepienie człowieka w życie Boga. Wiara jest siłą tego sakramentu. Mocą – sam Bóg. Znakiem – woda będąca w całej przyrodzie środowiskiem życia. Eucharystia: w niej człowiek zostaje przeniknięty Bożą obecnością i energią. Znakiem jest chleb – nie tylko symbol, ale nośnik energii potrzebnej życiu. W pewnym uniwersyteckim mieście znalazl się mlody student z katolickiej rodziny. W pokoju swoim powiesił nad łóżkiem duży krzyż. Często klękał do modlitwy przed tym wielkim krzyżem i wpatrywał się w wiszącego na nim Chrystusa. Wedlug krzyża starał się kształtować swoje poglądy i życie. Z biegiem jednak czasu popadl w grzeszne nalogi. W związku z tym zaczął się czuć niedobrze wobec wiszącego na krzyzu Chrystusa ponieważ dręczyły go wyrzuty sumienia. Coraz rzadziej klękał więc do modlitwy. Wreszcie pewnego dnia zdjął ten krzyż ze ściany i schował go. Zauważył to jego kolega i zapytał go dlaczego to zrobił? Wtedy ten student odpowiedział: „Dopóki moje życie było zgodne z życiem Chrystusa, kochalem Go i kochałem Jego krzyż. Z chwilą kiedy podeptałem Jego slowa zakradła się do mojej duszy niechęć a nawet nienawiść do Chrystusa”.  

Zchętą w naszym życiu są slowa św. Jan w drugim czytaniu przypomina: „Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim”. To znaczy, że ów dar zjednoczenia z Jezusem musi być świadomie strzeżony przez wierność Bożym przykazaniom. Nieodzowny jest przeto moralny wysiłek człowieka, by nie przekreślić Bożego daru, by nie stać się uschniętą gałązką – przed czym zresztą Jezus też ostrzega. Zjednoczeni z Jezusem, strzegący udzielonego nam daru, możemy wedle Jego słów przynosić obfite owoce. Te owoce – to dobro. Trwałe, mozolnie zdobywane i pomnażane dobro.

Próbował budować dobro Szaweł – ten z pierwszego czytania. Budował je niszcząc dzieło Jezusa. Do chwili, gdy spotkał Zmartwychwstałego. Wtedy zrozumiał, że zamiast budować – rujnował. Zrozumiał i jak powiada kronikarz, gdy przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się do uczniów. Bo być blisko Jezusa to być razem z tymi, którzy w Jezusa wierzą. Nie można być z Jezusem, nie będąc z Kościołem. Szaweł przybrał później imię Pawła. Ale nie to jest ważne. Istotne jest to, że dopiero gdy został przyjęty przez wspólnotę uczniów Jezusa – czyli przez Kościół, stał się Apostołem, a podejmowane przezeń wysiłki zaczęły przemieniać świat.

Tak i my – jeśli chcemy przemieniać siebie i świat, jeśli chcemy włączyć się w wielkie dzieło budowania dobra, musimy to czynić w jedności z Jezusem i w jedności z Jego ludem – czyli Kościołem. Nie warto być samotnym bohaterem z filmów o Dzikim Zachodzie. Warto – jak Szaweł zwany Pawłem – związać się z Jezusem na śmierć i życie. Warto odnaleźć swoje miejsce wśród wielkiej wspólnoty wierzących, którą jest Kościół. Ta wspólnota to nie tylko papież i biskupi. To przede wszystkim my, miliony chrześcijan – ludzi związanych z Jezusem na śmierć i życie. To my, którzyśmy zdecydowali się życie wypełniać dobrem ze względu na Jezusa i siłą jego zwycięstwa. Kościół, czyli my, potrzebujemy świętych papieży i biskupów, potrzebujemy zdecydowanych w wierze i nadziei kapłanów. Dobrze, że Kościół na przestrzeni ostatnich ponad stu lat miał wielkich papieży. Wspomnę Piusa X, Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła II. Dzięki nim, dzięki zjednoczeniu z Jezusem, dzięki mocy całego Kościoła, zmienia się oblicze świata. Wydaje mi się, że wciąż nie doceniamy skali dokonanych przemian. Warto wespół z innymi, myślącymi i czującymi podobnie, podjąć dzieło Jezusa: świat czynić Bożym królestwem.