Dzisiejsze (07-25-2021) Rozważanie   

   Drodzy Siostry i Bracia w Chrystusie, pragnę rozpocząć dzisiejszą refleksję od znananej wszystkim postaci Adama Chmielowskiego który długo szukał właściwej drogi życia. Między innymi walczył w szeregach patriotów w czasie powstania styczniowego. Ciężko ranny w potyczce pod Melchowem dostał się do niewoli rosyjskiej. Po odzyskaniu wolności poświęcił się malarstwu. Na tym polu dał się poznać jako uzdolniony artysta rokujący duże nadzieje. Ale i to zajęcie nie dawało Adamowi pełnej satysfakcji.    Zawsze bowiem czuł wewnętrzny niepokój i ubolewał nad ludzką nędzą i niesprawiedliwością społeczną.  Cel swego życia zrealizowal w Krakowie. Przejęty współczuciem dla ludzi biednych i bezdomnych, zamieszkał w tak zwanej „Ogrzewalni”, baraku dającym schronienie  przed zimnem i nocą. Za pozwoleniem biskupa Dunajewskiego przywdział habit zakonny i złożył ślub czystości, przybierając imię Albert. W rok później zawarł umowę z magistratem, że przejmuje opiekę nad schroniskiem dla bezdomnych. Kuśtykal po ulicach Krakowa na drewnianej nodze (kaleką został w powstaniu) prosząc o jałmużnę dla swoich podopiecznych. Zbieral na swój wózek różne dary które następnie rozdawał potrzebującym.

Wkrótce wokół Alberta zaczęli gromadzić się ludzie zapaleni ideą służenia bliźnim. W 1888 roku powstało zgromadzenie Braci Albertynów które zorganozowało domy oieki we Lwowie, Sokalu, Tarnowie, Przemyślu, Kielcach, Jaroslawiu. Każdy potrzebujący mógł otrzymać w tych domach miskę zupy, kawalek chleba, skromny przyodziewek i nocleg. Brat Albert Chmielowski zmarł w Boże Narodzenie 1916 roku. Za jego trumną szedł cały Kraków; biskupi, duchowieństwo, zakony a przede wszystkim rzesze nędzarzy które żegnały swego ojca. Pamiętano jego slowa: „Powinno się być dobrym jak chleb który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić”. Brat Albert Chmielowski został kanonizowany przez papieża Jana Pawła II w 1989 roku.

   Historia życia św. brata Alberta jest dobrą ilustracją tego o czym mowią dzisiejsze czytania, zwłaszcza Ewangeli. Apostoł Andrzej przyprowadził do Chrystusa chłopca który miał 5 chlebów i dwie ryby. Pan Jezus poprosił tego chłopca o te pięć chlebów i dwie ryby aby mógł nakarmić nimi tłum głodnych ludzi. Chlopiec dał je Chrystusowi i On uczynił resztę. Nakarmił ponad pięć tysięcy zgłodniałych ludzi. Podobnie jak ten chłopiec z dzisiejszej Ewangelii, brat Albert dał Chrystusowi wszystko co posiadał chociaż posiadał tak niewiele. Nie był nawet w pełni zdrowy bo był kaleką baz nogi. To jednak co brat Albert ofiarowal wystarczyło. Reszty dokonał Chrystus. Pomnożył zapoczątkowane przez brata Alberta dzieło ponad jego najśmielsze wyobrażenia. Prawdopodobnie brat Albert nawet o tym nie marzył rozpoczynając swoją pracę dla biednych, że będzie założycielem zgromadzenia zakonnego i że dzięki jego oddaniu się Bogu, tysiące biednych ludzi otrzyma potrzebną im pomoc.      

    Zawsze zachwycała mnie postać Brata Alberta i dzieło służenia ludziom biednym, borkającym się z brakiem chleba jako podstawowego elementu do utrzymania naszego życia. Wielu może zapyta: „ Czy znamy dziś prawdziwy, palący, paraliżujący smak głodu?”.  Chyba nie. Kraje Europy o głodzie już zapomniały, bo rolnik nie jest zostawiony sam sobie. W kaju w ktorym żyjemy jest może za dużo dlatego nie ma poszanowania chleba. Wiele chleba znajduje się na śmietniku.  W wielu krajach produkcja rolna jest chroniona przez państwo. W Polsce wiele mamy jeszcze do zrobienia w tej dziedzinie. Tak czy owak, w bochenku chleba jest praca wszystkich ludzi, bo każdy przyczynia się do produkcji żywności - czy to wprost, czy włączając swoją pracę w wielki łańcuch społecznych zależności.

    Gdy kapłan w czasie Mszy św. składa na ołtarzu chleb, mówi: "Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, który jest owocem ziemi i pracy rąk ludzkich...".  Cud rozmnożenia chleba dokonał się przez ręce proroka. Zauważmy, że był to chleb przyniesiony jako dar. W chlebie była jednak nie tylko praca człowieka, ale i serce. Serce gotowe dzielić się tym, co ma. Takiej pracy i takiemu darowi Bóg pobłogosławił. Chleba nie brakło. To samo odnajdujemy w Ewangelii. Pomyśl: tylu głodnych ludzi, wśród nich chłopiec, który dzięki swej zapobiegliwości ma dosyć chleba dla siebie. Ale tylko dla siebie. Pięć ówczesnych placków chleba to niewiele. No i jeszcze dwie ryby... Dałbyś te chleby i te ryby? Jeśli się je podzieli, to ani ja, ani nikt mieć nie będzie. Nie znamy tego chłopca. Wiemy o nim jedno: dał swoje niewielkie zapasy. Umiał się podzielić, choć zdawało się to bezsensowne. Dzielenie się chlebem nigdy nie jest bezsensowne! Dzielenie się chlebem - to dzielenie się swoją pracą, swoją zapobiegliwością, swoim wysiłkiem. Ale to także dzielenie się Bożym darem. Bo czy jest w naszym życiu coś, co nie byłoby najpierw Bożym darem, a dopiero potem owocem naszej pracy? Dlatego "polityka rolna" (hasło wszystkich polityków, ale tylko hasło) nie jest gestem dobrej woli, czy łaski rządzących - kimkolwiek by byli. Ci, którzy społeczeństwu mają służyć u steru władzy, muszą pamiętać, że troska o chleb, troska o rolnictwo i wszystko, co z rolnictwem jest związane, jest jednym z najbardziej podstawowych obowiązków sumienia.

   Dzielić się chlebem w realiach dzisiejszego wysoko zorganizowanego społeczeństwa to budować i doskonalić takie struktury prawne i społeczne, by pierwszy po życiu Boży dar - chleb - był udziałem wszystkich. Bo wszystkim dał go Bóg, bo praca wszystkich jest w chlebie. W dzisiejszej refleksji nad darem chleba nasuwa się jeszcze jedna myśl: wdzięczność wobec Boga i ludzi. Wobec Boga - bo to On otwiera swą rękę i karmi nas do syta. Dlatego oczy wszystkich ku Tobie się zwracają, by prosić i dziękować za to, że nie znamy w naszym kraju palącego, paraliżującego smaku głodu. Wdzięczność wypowiadająca się modlitwą przy jedzeniu. Ilu z nas o tym pamięta? Niewielu. A przecież nawet Jezus, gdy wziął owe chleby do podziału, najpierw odmówił dziękczynienie. I kolejny wyraz wdzięczności: szacunek dla chleba. Ani okruszyny zmarnować nie wolno. I znów Jezus, który nakazał: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło! Wdzięczność wobec Boga musi być dopełniona wdzięcznością wobec ludzi. Bo nie można w chlebie oddzielić ich wysiłku od Bożego daru. "Dziękuję" - to codzienne "dziękuję" tym, którzy przygotowują posiłek i nam go podają. "Dziękuję", które jako społeczeństwo winniśmy ciężkiej pracy rolników.

   Pragnę  zakończyć tę refleksję słowami Chrystusa które zanotował św. Jan w swojej Ewangelii. Dodają nam one ducha i przypominają, że bez Chrystusa niewiele możemy uczynić. Z Chrystusem zaś wszystko. „Wytrwajcie we Mnie a Ja będę trwał w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym wy latoroślami. Kto trwa we Mnie a Ja w ni ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. (J 15,4-5).